Dlaczego warszawskie autobusy wciąż płoną?
06.10.2009
aktualizacja: 2009-10-06 09:14
Trwa czarna seria pożarów miejskich autobusów, a kolejna kontrola Inspekcji Transportu Drogowego pokazała, że jedna trzecia z nich ma poważne usterki. Czy coś da zwolnienie urlopowanego wcześniej wicedyrektora Miejskich Zakładów Autobusowych?
ZOBACZ TAKŻE
- Autobus spłonął na Ursynowie [zdjęcia] (28-12-09, 09:54)
- Poranne korki w Warszawie (08-10-09, 07:52)
- Rano spłonął przegubowy autobus linii 503 (05-10-09, 11:13)
- MZA kontrolują i nagradzają za pomoc w pożarze (16-04-09, 00:00)
- Dymisja za pożary i awarie w autobusach (05-10-09, 14:15)
- Alert24: kolejny autobus spłonął w Warszawie [WIDEO] (15-07-09, 10:13)
- Pożar autobusu na Okęciu. Tym razem solaris (14-10-09, 22:34)
SERWISY
Wczoraj ok. godz. 7 rano na Modlińskiej zapalił się MAN linii 503 jadący w stronę Tarchomina. Wszystko wyglądało podobnie jak podczas poprzednich pożarów. Najpierw z komory silnika zaczął się wydobywać dym, a po chwili pojawił się ogień. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Pasażerowie w porę opuścili pojazd. Palący się autobus ugasiła straż pożarna.
To już był kolejny pożar miejskiego autobusu w ostatnich miesiącach. Wcześniej paliły się niskopodłogowce niemal wszystkich marek jeżdżących w Warszawie: oprócz MAN-a również solaris i jelcz.
Jak by tego było mało, ostatnia kontrola Inspekcji Transportu Drogowego wykazała kiepski stan taboru. W piątek i poniedziałek sprawdzono łącznie 99 autobusów. W 33 przypadkach kontrolerzy wykryli usterki zagrażające bezpieczeństwu jazdy, m.in. wycieki oleju, fatalny stan opon czy niesprawny układ hamulcowy. Kierowcom tych autobusów na pewien czas odebrano dowody rejestracyjne.
Najwięcej, bo 72, skontrolowane wozów należało do Miejskich Zakładów Autobusowych. W 25 z nich wykryto poważne usterki. 14 autobusów trzeba było odholować do zajezdni. Jeszcze gorzej wypadła kontrola w autobusach prywatnej firmy ITS Michalczewski. W tym przypadku kontrolerzy znaleźli duże usterki w siedmiu na 11 sprawdzonych pojazdów. - W tych przypadkach bezpieczeństwo pasażerów mogło być zagrożone - stwierdził Andrzej Łuczycki, wojewódzki inspektor transportu drogowego. Według niego wykryte przez inspektorów wycieki płynów eksploatacyjnych - głównie oleju - mogą być przyczyną zapalania się autobusów.
Po wczorajszym pożarze szef Miejskich Zakładów Autobusowych Mieczysław Magierski chciał udowodnić, że panuje nad sytuacją w firmie. Przed południem zwolnił odpowiedzialnego za eksploatację autobusów dyrektora Włodzimierza Wojciechowskiego. Tyle że nie pracował on w spółce już od kwietnia, gdy pożary wybuchały niemal codziennie. Został wtedy urlopowany. Wtedy tymczasowo, a teraz już oficjalnie zastąpił go Janusz Ciepieńko. Prezes Magierski już ponad pięć miesięcy zapowiadał wprowadzenie programu naprawczego w spółce. Obiecał m.in. zatrudnienie dużej liczby mechaników, którzy na co dzień lepiej sprawdzaliby stan autobusów. Przyznał, że kilka lat wcześniej firma popełniła błąd, zwalniając w ramach cięcia kosztów ponad 500 z 1,5 tys. pracowników zaplecza technicznego. Adam Stawicki, rzecznik MZA, powiedział, że mechanicy są zatrudniani, ale nie mógł powiedzieć, ilu zostało przyjętych. Dodał, że od niedawna wszystkie autobusy codziennie są o wiele dokładniej sprawdzane niż dotychczas. Lepsze efekty mają zaś przynieść zakupy urządzeń diagnostycznych wyższej jakości.
Leszek Grzechnik z działającej w MZA "Solidarności" twierdzi, do pożarów autobusów przyczynia się ich nadmierna eksploatacja. - Autobusy często jeżdżą przez 20 godzin na dobę. Pożary łatwiej wybuchają w niskopodłogowcach ze względu na ich budowę. I to w tych starszych, które mają blisko dziesięć lat. W całej Europie Zachodniej palą się autobusy, ale tam wóz w takim wieku jest już wycofywany z ruchu. My musimy jeździć tym, co mamy - mówi Grzechnik.
Pierwszą większą partią autobusów w pełni niskopodłogowych były sprowadzone w 1997 r. neoplany. Teraz są już mocno rozklekotane i zniszczone. Szefowie MZA na razie chcą jednak jak najszybciej pożegnać ikarusy (to jedyna marka, która oparła się w tym roku pożarom). Liczą, że dzięki kolejnym zakupom stanie się to w 2012 r.
To już był kolejny pożar miejskiego autobusu w ostatnich miesiącach. Wcześniej paliły się niskopodłogowce niemal wszystkich marek jeżdżących w Warszawie: oprócz MAN-a również solaris i jelcz.
Jak by tego było mało, ostatnia kontrola Inspekcji Transportu Drogowego wykazała kiepski stan taboru. W piątek i poniedziałek sprawdzono łącznie 99 autobusów. W 33 przypadkach kontrolerzy wykryli usterki zagrażające bezpieczeństwu jazdy, m.in. wycieki oleju, fatalny stan opon czy niesprawny układ hamulcowy. Kierowcom tych autobusów na pewien czas odebrano dowody rejestracyjne.
Najwięcej, bo 72, skontrolowane wozów należało do Miejskich Zakładów Autobusowych. W 25 z nich wykryto poważne usterki. 14 autobusów trzeba było odholować do zajezdni. Jeszcze gorzej wypadła kontrola w autobusach prywatnej firmy ITS Michalczewski. W tym przypadku kontrolerzy znaleźli duże usterki w siedmiu na 11 sprawdzonych pojazdów. - W tych przypadkach bezpieczeństwo pasażerów mogło być zagrożone - stwierdził Andrzej Łuczycki, wojewódzki inspektor transportu drogowego. Według niego wykryte przez inspektorów wycieki płynów eksploatacyjnych - głównie oleju - mogą być przyczyną zapalania się autobusów.
Po wczorajszym pożarze szef Miejskich Zakładów Autobusowych Mieczysław Magierski chciał udowodnić, że panuje nad sytuacją w firmie. Przed południem zwolnił odpowiedzialnego za eksploatację autobusów dyrektora Włodzimierza Wojciechowskiego. Tyle że nie pracował on w spółce już od kwietnia, gdy pożary wybuchały niemal codziennie. Został wtedy urlopowany. Wtedy tymczasowo, a teraz już oficjalnie zastąpił go Janusz Ciepieńko. Prezes Magierski już ponad pięć miesięcy zapowiadał wprowadzenie programu naprawczego w spółce. Obiecał m.in. zatrudnienie dużej liczby mechaników, którzy na co dzień lepiej sprawdzaliby stan autobusów. Przyznał, że kilka lat wcześniej firma popełniła błąd, zwalniając w ramach cięcia kosztów ponad 500 z 1,5 tys. pracowników zaplecza technicznego. Adam Stawicki, rzecznik MZA, powiedział, że mechanicy są zatrudniani, ale nie mógł powiedzieć, ilu zostało przyjętych. Dodał, że od niedawna wszystkie autobusy codziennie są o wiele dokładniej sprawdzane niż dotychczas. Lepsze efekty mają zaś przynieść zakupy urządzeń diagnostycznych wyższej jakości.
Leszek Grzechnik z działającej w MZA "Solidarności" twierdzi, do pożarów autobusów przyczynia się ich nadmierna eksploatacja. - Autobusy często jeżdżą przez 20 godzin na dobę. Pożary łatwiej wybuchają w niskopodłogowcach ze względu na ich budowę. I to w tych starszych, które mają blisko dziesięć lat. W całej Europie Zachodniej palą się autobusy, ale tam wóz w takim wieku jest już wycofywany z ruchu. My musimy jeździć tym, co mamy - mówi Grzechnik.
Pierwszą większą partią autobusów w pełni niskopodłogowych były sprowadzone w 1997 r. neoplany. Teraz są już mocno rozklekotane i zniszczone. Szefowie MZA na razie chcą jednak jak najszybciej pożegnać ikarusy (to jedyna marka, która oparła się w tym roku pożarom). Liczą, że dzięki kolejnym zakupom stanie się to w 2012 r.
Przeczytaj także: Kontrole nic nie dały - znów pożar
Najczęściej czytane24 htydzień
- Ta cukiernia to fenomen: ludzie stoją od świtu [WIDEO]
- Oryginalny biurowiec: przy Prostej wyrosła krzywa wieża
- Obciął penisa, chciał wyciąć serce
- Pilot zmarł za sterami samolotu z Warszawy do Pragi
- Wielki festiwal w Warszawie. Znamy pierwsze gwiazdy
- Rewolucja w taksówkach: nie trzeba dzwonić do centrali
- Poważny wypadek na wylotówce. Z auta wypadł silnik
- "Tu kupisz papierosy, które szkodzą zdrowiu"
- Środa w Warszawie [15.02.2012]
- Koszary, fabryka, willa i piramida. Wyburzone w 2011
- Ta cukiernia to fenomen: ludzie stoją od świtu [WIDEO]
- Zrównał z ziemią cenną willę. Teraz ma ją odbudować
- Nowa polska tania linia. Zabierze pasażerów pociągom?
- Walentynki w Warszawie: Jak spędzić Dzień Zakochanych?



