Inwestycja-widmo straszy koło kościoła

Tomasz Urzykowski
13.06.2009 aktualizacja: 2009-06-13 23:15
A A A Drukuj
Wykopane piwnice tuż przy ścianie kościoła św. Antoniego Fot. Albert Zawada / AG
Wymarły plac budowy od ponad roku straszy przy kościele św. Antoniego Padewskiego. Odsłonięte piwnice niedoszłego biurowca zalewa deszcz. Zabytkową świątynię dzielą od nich zaledwie dwa metry.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Budowa biurowca przy ul. Senatorskiej 33 to jedna z najbardziej kontrowersyjnych inwestycji w Warszawie ostatnich lat. Budynek miał stanąć na wąskiej działce wciśniętej między barokowy kościół św. Antoniego a alejkę łączącą ul. Senatorską z Ogrodem Saskim. Ten skrawek terenu był kiedyś bazą Miejskiego Przedsiębiorstwa Robót Ogrodniczych, ale w 1998 r. na 30 lat wydzierżawiła go firma Budner. Zdobyła wszystkie zezwolenia i wiosną 2007 r. zaczęła budowę biurowca. Po interwencji franciszkanów reformatów, do których należy sąsiedni kościół, oraz protestach obrońców zabytków wojewoda mazowiecki uchylił pozwolenie na budowę, a stołeczny konserwator zabytków nakazał wstrzymać prace ("Gazeta" szczegółowo opisywała tę sprawę). Okazało się, że podczas robót budowlanych pękają ściany świątyni. Firma Budner wykonała tylko podziemną część budynku. Inwestor próbował jeszcze walczyć w sądzie, ale przegrał. Dalszy los biurowca wydaje się przesądzony.

O tym, że pozostawienie odsłoniętych piwnic zagraża kościołowi, mówił już w zeszłym roku pełnomocnik zakonników Piotr Świderski.

- Podziemna kondygnacja spowodowała, że pod fundamentami kościoła gromadzą się wody opadowe - alarmował wtedy. Zagrożenie widzi też inż. Antoni Koral, ekspert budowlany, który w najbliższych tygodniach będzie uczestniczył w badaniu stanu kościoła. - W części środkowej piwnice biurowca nie mają podłogi i tamtędy woda deszczowa może przedostawać się pod fundamenty świątyni - uważa. Stołeczna konserwator zabytków Ewa Nekanda-Trepka widzi konieczność uporządkowania otoczenia kościoła. Zaraz po niedzieli ma wszcząć postępowanie zmierzające do wydania firmie Budner odpowiedniego nakazu.

- Będzie to zapewne nakaz zasypania piwnic. Decyzję wydam do połowy lipca - mówi konserwator Nekanda-Trepka.

Marek Budner, szef firmy, nie planuje zasypania fundamentów. - Mają konstrukcję schronu przeciwatomowego, są zupełnie bezpieczne - twierdzi. - Oczywiście, nie mogą tak stać w nieskończoność.

Odpowiedzialnością za odsłonięte fundamenty obarcza miasto. - Najpierw wydzierżawiło mi plac i wydało pozwolenie na budowę, a potem nakazało wstrzymanie prac. Obecny stan nie jest więc z mojej winy - tłumaczy.

Nie ukrywa, że chce zrezygnować z inwestycji przy ul. Senatorskiej. Niedawno zresztą wyszło na jaw, że do działki od prawie 20 lat mają roszczenia franciszkanie. Ani miasto, ani inwestor nie mieli o tym pojęcia. Postępowanie toczy się przed państwowo-kościelną Komisją Majątkową.

- Zostałem wmanewrowany w tę historię. Włożyłem w inwestycję kilka milionów złotych. Będę walczył o odszkodowanie - zapowiada Marek Budner.

Przeczytaj także: Nowe budynki uniwersyteckie na Mariensztacie



Podziel się

  • Nie rozumiem obaw Kościoła- powinien powierzyć się doktor104 13.06.09, 14:32

    Nie rozumiem obaw kościoła, może się przecież powierzyć opiece Pana»

  • wszystko jasne piotr33k2 13.06.09, 17:19

    i wszystko jasne pazerny i chciwy kosciół starał i stara sie o tę działke ,dlatego to mury mu pekaja a to inne bzdury wszystko aby zablokowac iwnestycje i przejąc w ramach tej aferalnej i »

  • Inwestycja-widmo straszy koło kościoła philosophe 14.06.09, 10:00

    Nekanda Trepka powinna skonczyc kurs ekonomii i zdawac sobie sprawe z ekonomicznych aspektow swojego slepego i biurokratycznego dzialania. Zabytki - tak, ale nie, jako manipulacje wylacznie »