Ambasada Niemiec ze sztuką i kaczkami
16.07.2009
aktualizacja: 2009-07-15 20:10
W rocznicę bitwy pod Grunwaldem (599 lat temu nasi pobili Krzyżaków) ambasada Niemiec otworzyła swoje podwoje dla dziennikarzy polskich i niemieckich. Śmiech wzbudziły kaczki w ogrodzie - z gumy
ZOBACZ TAKŻE
- Bezdomni w spadku po Związku Radzieckim. Tuż obok MSZ (04-01-11, 10:00)
- Polska zapłaci za pałac zburzony pod ambasadę USA (29-12-09, 17:17)
- Wojna polsko-niemiecka o kaczuchy (26-09-09, 16:00)
- Opakujmy wszystkie ważne budynki w polską flagę (13-08-09, 09:00)
- Protestowali pod ambasadą Iranu (19-06-09, 19:54)
- Cała ambasada Wlk. Brytanii zwiedzała Warszawę (14-05-09, 09:00)
- O Berku Joselewiczu w ambasadzie Francji (19-04-09, 17:28)
- Protestowali pod ambasadą przeciwko rzezi fok (13-03-09, 18:13)
- Apartamentowiec z widokiem na ambasadę Rosji (28-01-09, 09:50)
SERWISY
Gmach ambasady Niemiec mieści się w prestiżowym miejscu przy ul. Jazdów 12. Po sąsiedzku jest placówka Francji i Sejm. Przewodnikiem po nowej ambasadzie był Holger Kleine, architekt z Berlina i główny projektant.
- Choć budynek działa już pół roku, czekaliśmy, aż rozkwitnie ogród. Chciałem zaznaczyć na początku naszego spotkania, że zdjęcia można robić tylko od frontu - ostrzegł John Reyels, szef referatu prasowego ambasady Niemiec.
Wszyscy pomyśleli - nic dziwnego, prawdopodobnie chodzi o względy bezpieczeństwa. Potem jednak pojawiły się wątpliwości. Bo front jest zimny, surowy, oficjalny i monumentalny, a część ogrodowa miękka, zielona, ludzka i zabawna.
Oczko wodne artystyczne
W ogrodzie niedaleko rezydencji ambasadora, która tworzy jeden kompleks budynków z kancelarią i konsulatem, intryguje sztuczne oczko wodne. To nieregularna plama z tworzywa o lazurowym kolorze położona wśród trawy. Czyżby kryzysowy staw bezobsługowy? Nic z tych rzeczy. Bezpieczna woda z żywicy (nikt nie utonie) stanowi dzieło berlińskiego artysty Rainera Splitta.
- Przy realizacji gmachów publicznych pół procent kosztów inwestycji należy przeznaczyć na sztukę - przypomniał Holger Kleine.
Dziennikarzy intryguje coś innego. Na tafli z żywic płynie kacza rodzina. Największy tata, trochę mniejsza mama plus dwójka drobnego potomstwa. Kaczki przypominają gumowe zabawki, z którymi dzieci uwielbiają pluskać się w wannie, tyle że zostały powiększone, by nie zginąć przy skali ogromnego ogrodu. Na oficjalnych zdjęciach przekazanych prasie na płycie CD z napisem "Deutsche Botschaft Warschau" kaczek nie ma. Jest "goły" staw.
Nagle niemiecki dziennikarz powtarza ze śmiesznym akcentem nazwisko "Kaczyński".
Widok na Sejm i eko-politykę
Stosunki między Berlinem a Warszawą za rządów Lecha Kaczyńskiego w stołecznym ratuszu bardzo się oziębiły.
- Zmiana nastąpiła, gdy prezydentem Warszawy została Hanna Gronkiewicz-Waltz. Nasz burmistrz Klaus Wowereit tak się ucieszył, że złamał protokół i osobiście witał ją na schodach ratusza z bukietem biało-czerwonych kwiatów - mówiła nam dwa lata temu Erika Schneider odpowiadająca w berlińskim ratuszu za kontakty z Europą Środkowo-Wschodnią.
W ogrodzie sypią się anegdoty. By zbudować ambasadę, trzeba było wyciąć drzewa na działce. - Władze Warszawy zażądały kilkumilionowej opłaty. Ambasador Niemiec udał się osobiście z wizytą do ówczesnego prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego z nadzieją na jakiś rabat za wycinkę. Przekonywał, że zostaną posadzone drzewa w nowym miejscu. Został przyjęty - z tego co wiem - chłodno i nic nie wskórał - zdradził Dariusz Bober, architekt z pracowni Grupa 5, która współpracowała z berlińskim biurem nad tym projektem.
Niemcom nie można zarzucić ekologicznej wrażliwości. Jednym z dowodów (oprócz posadzenia nowych drzew) jest brak klimatyzacji, a nawet wentylacji mechanicznej, w pomieszczeniach biurowych ambasady.
- Prawie żaden budynek rządowy w Niemczech nie ma klimatyzacji. I nie chodzi o to, że tak jest taniej. Chodzi o względy ekologiczne, o oszczędzanie środowiska - mówi Holger Kleine. "Produkowanie chłodu" pożera bowiem dużo energii.
To dlatego wczoraj w ambasadzie Niemiec było gorąco, a okna szeroko otwarte. Rozpościerał się z nich piękny widok na Sejm (z klimatyzacją) i sztuczny staw z kaczkami.
- Choć budynek działa już pół roku, czekaliśmy, aż rozkwitnie ogród. Chciałem zaznaczyć na początku naszego spotkania, że zdjęcia można robić tylko od frontu - ostrzegł John Reyels, szef referatu prasowego ambasady Niemiec.
Wszyscy pomyśleli - nic dziwnego, prawdopodobnie chodzi o względy bezpieczeństwa. Potem jednak pojawiły się wątpliwości. Bo front jest zimny, surowy, oficjalny i monumentalny, a część ogrodowa miękka, zielona, ludzka i zabawna.
Oczko wodne artystyczne
W ogrodzie niedaleko rezydencji ambasadora, która tworzy jeden kompleks budynków z kancelarią i konsulatem, intryguje sztuczne oczko wodne. To nieregularna plama z tworzywa o lazurowym kolorze położona wśród trawy. Czyżby kryzysowy staw bezobsługowy? Nic z tych rzeczy. Bezpieczna woda z żywicy (nikt nie utonie) stanowi dzieło berlińskiego artysty Rainera Splitta.
- Przy realizacji gmachów publicznych pół procent kosztów inwestycji należy przeznaczyć na sztukę - przypomniał Holger Kleine.
Dziennikarzy intryguje coś innego. Na tafli z żywic płynie kacza rodzina. Największy tata, trochę mniejsza mama plus dwójka drobnego potomstwa. Kaczki przypominają gumowe zabawki, z którymi dzieci uwielbiają pluskać się w wannie, tyle że zostały powiększone, by nie zginąć przy skali ogromnego ogrodu. Na oficjalnych zdjęciach przekazanych prasie na płycie CD z napisem "Deutsche Botschaft Warschau" kaczek nie ma. Jest "goły" staw.
Nagle niemiecki dziennikarz powtarza ze śmiesznym akcentem nazwisko "Kaczyński".
Widok na Sejm i eko-politykę
Stosunki między Berlinem a Warszawą za rządów Lecha Kaczyńskiego w stołecznym ratuszu bardzo się oziębiły.
- Zmiana nastąpiła, gdy prezydentem Warszawy została Hanna Gronkiewicz-Waltz. Nasz burmistrz Klaus Wowereit tak się ucieszył, że złamał protokół i osobiście witał ją na schodach ratusza z bukietem biało-czerwonych kwiatów - mówiła nam dwa lata temu Erika Schneider odpowiadająca w berlińskim ratuszu za kontakty z Europą Środkowo-Wschodnią.
W ogrodzie sypią się anegdoty. By zbudować ambasadę, trzeba było wyciąć drzewa na działce. - Władze Warszawy zażądały kilkumilionowej opłaty. Ambasador Niemiec udał się osobiście z wizytą do ówczesnego prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego z nadzieją na jakiś rabat za wycinkę. Przekonywał, że zostaną posadzone drzewa w nowym miejscu. Został przyjęty - z tego co wiem - chłodno i nic nie wskórał - zdradził Dariusz Bober, architekt z pracowni Grupa 5, która współpracowała z berlińskim biurem nad tym projektem.
Niemcom nie można zarzucić ekologicznej wrażliwości. Jednym z dowodów (oprócz posadzenia nowych drzew) jest brak klimatyzacji, a nawet wentylacji mechanicznej, w pomieszczeniach biurowych ambasady.
- Prawie żaden budynek rządowy w Niemczech nie ma klimatyzacji. I nie chodzi o to, że tak jest taniej. Chodzi o względy ekologiczne, o oszczędzanie środowiska - mówi Holger Kleine. "Produkowanie chłodu" pożera bowiem dużo energii.
To dlatego wczoraj w ambasadzie Niemiec było gorąco, a okna szeroko otwarte. Rozpościerał się z nich piękny widok na Sejm (z klimatyzacją) i sztuczny staw z kaczkami.
Przeczytaj także: W miejscu zbrodni powstaje nowy obiekt
Najczęściej czytane24 htydzień
- Miał być ważny węzeł, ale zniknął. Gdzie jest Konotopa?
- Piątek na ulicach Warszawy [25.05.2012]
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Centrum tonie w reklamach. Najbrzydsze rondo w mieście?
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]





