Ambasada Niemiec ze sztuką i kaczkami

Dariusz Bartoszewicz
16.07.2009 aktualizacja: 2009-07-15 20:10
A A A Drukuj
Holger Kleine, architekt ambasady Niemiec Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
  • Ambasada Niemiec - tafla wody z żywic
  • Holger Kleine, architekt ambasady Niemiec
W rocznicę bitwy pod Grunwaldem (599 lat temu nasi pobili Krzyżaków) ambasada Niemiec otworzyła swoje podwoje dla dziennikarzy polskich i niemieckich. Śmiech wzbudziły kaczki w ogrodzie - z gumy
SERWISY
Gmach ambasady Niemiec mieści się w prestiżowym miejscu przy ul. Jazdów 12. Po sąsiedzku jest placówka Francji i Sejm. Przewodnikiem po nowej ambasadzie był Holger Kleine, architekt z Berlina i główny projektant.

- Choć budynek działa już pół roku, czekaliśmy, aż rozkwitnie ogród. Chciałem zaznaczyć na początku naszego spotkania, że zdjęcia można robić tylko od frontu - ostrzegł John Reyels, szef referatu prasowego ambasady Niemiec.

Wszyscy pomyśleli - nic dziwnego, prawdopodobnie chodzi o względy bezpieczeństwa. Potem jednak pojawiły się wątpliwości. Bo front jest zimny, surowy, oficjalny i monumentalny, a część ogrodowa miękka, zielona, ludzka i zabawna.

Oczko wodne artystyczne

W ogrodzie niedaleko rezydencji ambasadora, która tworzy jeden kompleks budynków z kancelarią i konsulatem, intryguje sztuczne oczko wodne. To nieregularna plama z tworzywa o lazurowym kolorze położona wśród trawy. Czyżby kryzysowy staw bezobsługowy? Nic z tych rzeczy. Bezpieczna woda z żywicy (nikt nie utonie) stanowi dzieło berlińskiego artysty Rainera Splitta.

- Przy realizacji gmachów publicznych pół procent kosztów inwestycji należy przeznaczyć na sztukę - przypomniał Holger Kleine.

Dziennikarzy intryguje coś innego. Na tafli z żywic płynie kacza rodzina. Największy tata, trochę mniejsza mama plus dwójka drobnego potomstwa. Kaczki przypominają gumowe zabawki, z którymi dzieci uwielbiają pluskać się w wannie, tyle że zostały powiększone, by nie zginąć przy skali ogromnego ogrodu. Na oficjalnych zdjęciach przekazanych prasie na płycie CD z napisem "Deutsche Botschaft Warschau" kaczek nie ma. Jest "goły" staw.

Nagle niemiecki dziennikarz powtarza ze śmiesznym akcentem nazwisko "Kaczyński".

Widok na Sejm i eko-politykę

Stosunki między Berlinem a Warszawą za rządów Lecha Kaczyńskiego w stołecznym ratuszu bardzo się oziębiły.

- Zmiana nastąpiła, gdy prezydentem Warszawy została Hanna Gronkiewicz-Waltz. Nasz burmistrz Klaus Wowereit tak się ucieszył, że złamał protokół i osobiście witał ją na schodach ratusza z bukietem biało-czerwonych kwiatów - mówiła nam dwa lata temu Erika Schneider odpowiadająca w berlińskim ratuszu za kontakty z Europą Środkowo-Wschodnią.

W ogrodzie sypią się anegdoty. By zbudować ambasadę, trzeba było wyciąć drzewa na działce. - Władze Warszawy zażądały kilkumilionowej opłaty. Ambasador Niemiec udał się osobiście z wizytą do ówczesnego prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego z nadzieją na jakiś rabat za wycinkę. Przekonywał, że zostaną posadzone drzewa w nowym miejscu. Został przyjęty - z tego co wiem - chłodno i nic nie wskórał - zdradził Dariusz Bober, architekt z pracowni Grupa 5, która współpracowała z berlińskim biurem nad tym projektem.

Niemcom nie można zarzucić ekologicznej wrażliwości. Jednym z dowodów (oprócz posadzenia nowych drzew) jest brak klimatyzacji, a nawet wentylacji mechanicznej, w pomieszczeniach biurowych ambasady.

- Prawie żaden budynek rządowy w Niemczech nie ma klimatyzacji. I nie chodzi o to, że tak jest taniej. Chodzi o względy ekologiczne, o oszczędzanie środowiska - mówi Holger Kleine. "Produkowanie chłodu" pożera bowiem dużo energii.

To dlatego wczoraj w ambasadzie Niemiec było gorąco, a okna szeroko otwarte. Rozpościerał się z nich piękny widok na Sejm (z klimatyzacją) i sztuczny staw z kaczkami.

Przeczytaj także: W miejscu zbrodni powstaje nowy obiekt



Podziel się