Bielańskie boisko niebezpieczne dla uczniów?

Aleksandra Muzińska
05.09.2009 aktualizacja: 2009-09-04 19:39
A A A Drukuj
Szkolne boisko Fot. Michał Łepecki / AG
Mija już rok, odkąd uczniowie Szkoły Podstawowej nr 187 przy ul. Staffa 21 na Bielanach nie mają własnego boiska. Remont, który miał polepszyć warunki do uprawiania sportu, teoretycznie skończył się na przełomie kwietnia i maja tego roku.
SERWISY
Teoretycznie, bo boisko wciąż nie zostało odebrane od wykonawcy. Rodzice uczniów, którzy poinformowali nas o tej sprawie, podejrzewają niesolidność firmy wykonującej remont. - Miał on potrwać tylko trzy miesiące. Ostatecznie przedłużył się do ośmiu, a boiska i tak nie otwarto. Podobno trzeba tam przeprowadzić szereg poprawek, chociaż ciężko to stwierdzić, bo wokół boiska wciąż straszy płot. Na dodatek ostatnio zawaliło się tam drzewo. Podobno w wyniku podcięcia korzeni przez robotników - mówi Beata Radecka, mama dwóch uczniów.

Dzielnica: boisko zagraża

Nic nie dały listy do burmistrza i naczelnika wydziału infrastruktury Urzędu Dzielnicy Bielany, którzy zlecili inwestycję. Rodziców zaś niepokoi brak jakichkolwiek informacji na temat przyszłości boiska. Dyrektor szkoły Renata Sobczak nie chce oficjalnie wypowiadać się w tej sprawie. Nie uważa się za stronę tego konfliktu. Jego przyczyn radzi szukać na szczeblu władz dzielnicy.

- Boisko nie nadaje się obecnie do użytku. Firma Polcourt SA wykonała remont niezgodnie z projektem i zmuszeni byliśmy zerwać umowę. Wpuszczając tam dzieci, moglibyśmy narazić je na niebezpieczeństwo, a wykonawca miałby prawne podstawy do uznania obiektu za odebrany - mówi Maciej Podczaski, p.o. rzecznika prasowego bielańskiego urzędu.

Wykonawca: fuszerki nie było

Jego zarzuty odpiera Marek Piotrowicz, prezes Polcourt SA. - Cała inwestycja została wykonana przez nas zgodnie z projektem. Od 30 kwietnia jest gotowa do odbioru. Podczas budowy użyliśmy najlepszych dostępnych na rynku materiałów. Nie ma mowy o niedoróbkach czy fuszerce. Mamy ogromne doświadczenie w budowie obiektów sportowych - zapewnia prezes Piotrowicz. Krytykuje też dzielnicowych urzędników: - Jeżeli były jakieś zarzuty w sprawie sposobu realizacji inwestycji, można było informować nas na bieżąco. Nad wszystkim czuwał inspektor nadzoru, który przecież reprezentuje interesy inwestora. Zarzutów jednak nie zgłaszano, a umowa została zerwana już po zakończeniu wszystkich robót.

Wykonawca podejmował próby skontaktowania się z burmistrzem dzielnicy Zbigniewem Dubielem. Niestety, bezskutecznie. - Szkoda tylko, że na całej tej sytuacji najbardziej cierpią dzieci - martwi się pani Beata.

Naczelnik bielańskiego wydziału infrastruktury Paweł Sondij w rozmowie z nami zapowiedział, że 21 września chce spotkać się z wykonawcą i omówić wszelkie wątpliwości wokół wykonania inwestycji. Obie strony nie wykluczają wstąpienia na drogę sądową

Przeczytaj także: Mieli budować boiska, a mogą stracić 3 mln zł



Podziel się