Jak deweloper sprzedaje marzenia o rezydencji

Jerzy S. Majewski
09.09.2009 aktualizacja: 2009-09-08 19:08
A A A Drukuj
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
  • Wizualizacja Rezydencji Kaliska
Rezydencja Kaliska sprzedaje marzenia, ale jak to z marzeniami bywa - dalekie są od rzeczywistości. Otoczenie budynku, jakie widzimy na reklamowych wizualizacjach, w niczym nie przypomina tego, jakim jest naprawdę.
SERWISY
Zacznijmy od nazwy. Rezydencja. Czyżby pałac? Albo willa z własnym basenem i francuskim ogrodem? Nic z tych rzeczy. Za kusząca nazwą kryje się budowany właśnie blok przy Kaliskiej na Ochocie. Megaszafa złożona z dwóch części - 11-kondygnacyjnej wieży i sześciopiętrowego skrzydła. Łącznie ponad 90 mieszkań. Wprawdzie dwie ostatnie kondygnacje mają zająć dwupoziomowe penthouse'y, cóż to za rezydencja?

A jednak rezydencja brzmi lepiej. - Dla każdego nasz dom powinien być rezydencją. To zależy od podejścia do miejsca, w którym się mieszka - przekonuje Wojciech Smolak z firmy LC Corp budującej blok. Jej współudziałowcem jest Leszek Czarnecki, inwestor wrocławskiego budynku Sky Tower, który miał być najwyższym wieżowcem mieszkalnym w Polsce.

Spójrzmy na obraz. To dopiero marzenie! Budynek zaprojektowany przez architekta Roberta Drzagę tonie w koronach starych drzew. Przed nim łąka. Można odnieść wrażenie, że powstaje na leśnej polanie. Las zdaje się pierwotny - aż oczekujemy, że zza drzew wychyli się głowa żubra lub pysk wilka. A wszystko to na gęsto zabudowanej ulicy Kaliskiej.

- Zazwyczaj na wizualizacjach nie pokazuje się sąsiednich budynków. Tylko te, które są projektowane, a w przyszłości wokół zasadzimy krzewy i kwiaty - rozbudza marzenia Wojciech Smolak.

Na razie jednak drzew ubyło. - Rosły na skwerku, na który chodziło się pograć w piłkę. Część z nich wycięto pod budowę - mówi architekt Krzysztof Mycielski, który do niedawna mieszkał w sąsiedztwie przy ul. Sękocińskiej.

Inny z architektów zdradza, jak powstają kolorowe wizualizacje z obowiązkowym błękitnym niebem i letnią aurą.

- Inwestorzy oczekują od nas atrakcyjnie sprzedanego produktu. Czasem to firma sprzedająca mieszkania nam narzuca: "Tu, na obrazku, proszę dodać kwietnik, a tu drzewo". No i dodajemy, choć w rzeczywistości ono nigdy nie wyrośnie - opowiada.

W przypadku Rezydencji Kaliskiej inwestorzy przekroczyli jednak granicę absurdu. I to nie wiadomo po co. Budynek rośnie w centrum gęsto zabudowanej dzielnicy. A przecież to nie jakaś puszcza, lecz miejskość, gęsta zabudowa i tradycyjne ulice stanowią o atrakcyjności Starej Ochoty!

Podziel się