Drogowcy mówią nie bluszczowi na Centrum Chopinowskim

Dariusz Bartoszewicz
25.01.2010 aktualizacja: 2010-01-24 21:08
A A A Drukuj
Centrum Chopinowskie przy ul. Tamka Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Elewacje Centrum Chopinowskiego przy Tamce miały porastać pnącza. Zarząd Dróg Miejskich postawił ultimatum: albo płacicie za zajęcie pasa drogi, albo na rośliny zgody nie będzie.
Żeby bluszcz mógł się zakorzenić i wypuścić pędy, które wczepią się w mury budynku poświęconego Chopinowi, potrzebny jest wąski pas ziemi przy chodniku Tamki. I o tę piędź gruntu toczy się teraz bój między ZDM a architektem.

- Musimy działać zgodnie z przepisami. Wywieranie nacisku na nas nie ma sensu - ucina Urszula Nelken, rzeczniczka ZDM.

Jak zwykle chodzi o pieniądze i gorset przepisów, w których usycha nawet najbardziej romantyczna dusza. Zajęcie kawałka trotuaru tuż przy elewacji wzdłuż całego budynku podpada pod odpowiedni artykuł w Ustawie o drogach publicznych. Nawet jeśli chodziłoby o zabranie pieszym chodnika na grubość dwóch, trzech palców, należy się opłata tak jak np. za postawienie wielkiej reklamy.

- Instytut Chopina za zielone musiałby płacić już po wsze czasy. Doszli do wniosku, że w takiej sytuacji na bluszcz ich nie stać. Za wysoka taksa - martwi się Bolesław Stelmach, który zaprojektował Centrum Chopinowskie. I błaga o pomoc.

Architekt rozpacza, że cała jego idea bierze w łeb. Bo miało być tak. Wysoki budynek Centrum Chopinowskiego ze szkła niejako wyrasta z bazy - fantomu starej "spopielonej kamienicy", która tu kiedyś stała. Jest odtworzona w szarym betonie. - I po niej miały się rozrastać pnącza. Chodziło o uzyskanie romantycznego nastroju - mówi Stelmach.

Taka jest bowiem muzyka Chopina. Organiczne, a nie sztuczne bluszcze wtapiałyby się w zieloną Skarpę Warszawską. Ponadto mamy 200-lecie urodzin kompozytora i jego rok jest hucznie obchodzony w Polsce i na świecie. Takie argumenty w ogóle nie trafiają do serc urzędników. Oni mają ustawy, paragrafy, artykuły, kodeksy, kontrole itd.

- Panie dyrektorze, prosimy o dyspensę. Nie naliczajmy taksy bluszczom i Instytutowi Chopina. Chcemy odrobiny romantyzmu - zaapelowaliśmy do inż. Mirosława Kazubka, dyrektora ds. inwestycji w ZDM.

- Zapewniam pana: jestem romantyczny z natury - odpowiedział. - Ale jeśli mamy zajęcie pasa drogowego, to muszę pobrać opłatę, bo jeśli tego nie zrobię, ktoś się do mnie dobierze i będzie dowodzić, że ograbiłem miasto z pieniędzy - przekonuje.

W tym konflikcie mamy drugie dno. W projekcie budowlanym jest napisane czarno na białym, że "w pasie drogowym ul. Tamka, wzdłuż elewacji północnej projektowanego budynku", przewiduje się wykonanie "opaski szerokości ok. 30 cm". To z niej wyrastać mają bluszcze. Co prawda 30 cm jest już we władaniu ZDM, ale ten urząd "projekt obsługi komunikacyjnej budynku w zakresie ul. Tamka" zatwierdził cztery lata temu. Na tym dokumencie widnieje pieczątka i podpis właśnie dyrektora Kazubka.

- Mamy gotową instalację do automatycznego podlewania. Czy Warszawa nie może podarować tych bluszczy Chopinowi i mieszkańcom? Chodzi o 30 cm wzdłuż elewacji budynku. Bez zieleni ideę romantyzmu szlag trafi - apeluje Bolesław Stelmach.

- Nie jesteśmy adresatem tego postulatu. Musimy działać zgodnie z ustawą o drogach publicznych - powtarza Urszula Nelken z ZDM.

Zobacz jak rośnie Centrum Nauki Kopernik



Podziel się