Dyrektor CSW o Muzeum Historii Polski - surowa ocena

Wojciech Krukowski, Centrum Sztuki Współczesnej
27.01.2010 aktualizacja: 2010-08-11 18:48
A A A Drukuj
Tak będzie wyglądało Muzeum Historii Polski. Projekt autorstwa Paczowski et Fritsch Architectes PACZOWSKI ET FRITSCH ARCHITECTES
  • I miejsce pracownia Paczowski et Fritsch Architectes
  • Wojciech Krukowski
Stonować triumfalizm - apeluje Wojciech Krukowski, dyrektor Centrum Sztuki Współczesnej. I surowo ocenia zwycięski projekt Muzeum Historii Polski, który ma stanąć tuż obok Zamku Ujazdowskiego nad Trasą Łazienkowską.

Zobacz także: Jak będzie wyglądało Muzeum Historii Polski



Respektuję najwyższe racje związane z misją Muzeum Historii Polski. Ale sądzę też, że lokalizacji i budowy jego siedziby nie należy traktować wyłącznie w aspekcie pozbawionej elastyczności kampanii na rzecz słusznego politycznie i moralnie priorytetu. Rola i miejsce muzeum są wpisane w kulturowy i sentymentalny krajobraz miasta. Wzbogacają go pod wieloma względami, ale też nie powinny go zubożyć pod żadnym względem.

Ważne jest, aby okoliczności przeprowadzenia i rozstrzygnięcia konkursu nie pozostawały w sprzeczności z jego wyjściowymi założeniami.

Po pierwsze, eksponują one wymóg „respektowania bryły Zamku Ujazdowskiego jako dominanty hierarchicznej...” oraz „restytucji i rewaloryzacji Osi Stanisławowskiej”.

Skupiam uwagę na zwycięskim projekcie i autorskim komentarzu jego twórcy zachęcającym rozmówców powątpiewających w czystość jego intencji do przyłożenia ekierki w miejscach budzących wątpliwości. Zachęcam pana Bohdana Paczowskiego do przyłożenia ekierki w miejscu, gdzie zaprojektowany przez niego szklany masyw wcina się na powierzchni 830 m kw. w teren stanowiący własność Centrum Sztuki Współczesnej. Również sugeruję posłużenie się ekierką dla konstatacji: jak dalece pragmatyczna wizja parkingu muzeum (na 120 samochodów) wkracza na cudzy teren w ramach zaplanowanego przez zwycięskiego architekta wyasfaltowania trawnika pomiędzy Centrum Sztuki Współczesnej a Instytutem Teatralnym. Na trawniku tym (zresztą również w duchu propagowanej przez prof. Kicińskiego idei parku sztuki) przygotowujemy w tej chwili realizację niezwykłego daru dla Warszawy - rzeźbiarskiej formy "Obserwatorium nieba" autorstwa jednego z najwybitniejszych żyjących artystów - Jamesa Turrella. Planując wyasfaltowanie (czy inną formę utwardzenia) cudzego trawnika w otoczeniu Zamku Ujazdowskiego, Bohdan Paczowski odkrywa dla odmiany niezwykłą szansę funkcji otoczenia projektowanego muzeum, mówiąc: "a na jego przedpolu aż do pl. Na Rozdrożu - wielki trawnik wolności. Pikniki, koncerty, kocyki do opalania - rozmarza się Bohdan Paczowski" ("Gazeta Stołeczna", 7 grudnia 2009 r.).

Obawiam się jednak, że w stosunku do ikonicznej (jak sam oświadcza) wartości Zamku Ujazdowskiego czy Osi Stanisławowskiej laureat konkursu równie chętnie, choć wybiórczo, jak ekierki - używa krzywika. Otwierając szerokie pasmo widoku (to właśnie ta sielska łąka) na masyw muzeum od strony placu Na Rozdrożu, równocześnie stara się zagubić istotę konkurencyjnej Osi Stanisławowskiej, zakrzaczając ją do wymiaru wąskiej, wijącej się w zaroślach ścieżki.

Tonacja wypowiedzi uzasadniających podobne postępowanie wydaje się przybierać charakter dość mocarstwowy, nieuwzględniający wystarczająco zarówno fizycznych, jak i moralnych determinacji kultury projektowania. Współczesna kultura miasta, charyzma naturalna i historyczna Skarpy Warszawskiej, stawiają wymagania (a zarazem wyznaczają granice odpowiedzialności), których nie da się zbyć wyłącznie stwierdzeniami o ikonicznej wartości Zamku w kontekście planowanego przedsięwzięcia lub "eksponatowej adaptacji widoku Zamku". Wynika z tego, że skoro ikoną nie będzie mało skomplikowana bryła projektowanego muzeum, ikoną pozostanie Zamek, a przesunięty w jego stronę szklany masyw muzeum pożywi się częścią tej charyzmy, która sprawiła, że w plebiscycie czytelników "Gazety" Zamek został kiedyś wskazany jako najbardziej magiczne miejsce Warszawy.

Raz jeszcze przywołam przekonanie: ikoną jest Zamek, ale jeszcze bardziej zintegrowany z nim krajobraz skarpy. Sukces projektu muzeum jest zależny od stopnia zachowania odpowiednich proporcji w sposobie jej adaptacji do nowej roli.

W budynkach istniejących w tej przestrzeni funkcjonują już dwie narodowe instytucje kultury: Centrum Sztuki Współczesnej i Instytut Teatralny. Ich programy nie zamykają się w obrysie murów budynków, wybiegają w przestrzeń i przenikają się. Ostatnie decyzje zlokalizowania na tej samej działce, której właścicielem niezmiennie pozostaje CSW, również Instytutu Muzyki, tworzą niepowtarzalną w skali międzynarodowej kompozycję wzajemnego oddziaływania sąsiadujących instytucji artystycznych i wypełnienia zawartej pomiędzy nimi przestrzeni atmosferą właściwych sztuce inspiracji i refleksji.

Tu nie chodzi wyłącznie o spór o miedzę: trzeba chcieć wiedzieć, jaki dystans pozwoli na oddech, na zachowanie autonomicznych cech i potrzeb przestrzeni sztuki i historii w stopniu sprzyjającym ich koegzystencji, w zgodzie z ich rolą w zbiorze równorzędnych wartości narodowych.

Sugestywne wizualizacje przestrzennych relacji bryły zaprojektowanego muzeum i istniejącej barokowej bryły Zamku nie wymagają nadzwyczajnej mobilizacji wyobraźni: z jakiejkolwiek strony spojrzymy na ten dedykowany nie tylko historii, ale i przyszłości Polski kompleks ciągłej zabudowy, nie unikniemy widoku dwóch nakładających się niespójnie sylwetek.

Widziana od strony Wisły fasada projektowanego muzeum (przypomina trochę również zawieszony nad motorwayem szklany most terminalu lotniska Orly z lat 60.) rozciąga się na długości około 150 m, a więc jest przeszło trzy razy dłuższa od fasady Zamku Ujazdowskiego, z którą optycznie się łączy, tworząc razem pierzeję ciągłej zabudowy o długości prawie 200 m. Spoglądając od strony pl. Na Rozdrożu na pierzeję ciągłej zabudowy wyznaczoną zachodnimi fasadami Zamku i projektowanego muzeum, dostrzeżemy pomiędzy sylwetkami tych obiektów prześwit nieprzekraczający 11 metrów. Dla porównania: prześwit między również optycznie scalonymi fasadami dawnego Komitetu Centralnego PZPR i Muzeum Narodowego wynosi 40 m.

Wysokość masywu projektowanego muzeum odbiera perspektywie istniejącej, bądź co bądź, Trasy Łazienkowskiej walor, którego użyteczność do końca nie potwierdzam, ale z którym się liczę: interesującego wglądu do wnętrza miasta. Projekt ten stanowić może przykład inwazyjnego wtargnięcia priorytetowej budowli w przestrzeń już dotkliwie naznaczoną nadobecnością stadionu Legii. Czy Państwa też uspokaja stwierdzenie dyrektora Muzeum Historii Polski pana Roberta Kostro ("Życie Warszawy", 7 grudnia 2009 r.): "Na początek wystarczy. Ale obiekt można łatwo powiększyć, nie burząc logiki architektonicznej" (sic!).

Co do lokalizacji muzeum, żywię uczucia ambiwalentne. Z innej strony kusi idea przykrycia Trasy Łazienkowskiej i przywrócenia ciągłości skarpie. Ponadto szansą dla miasta jest potencjał "pasma muzeów" biegnącego od Muzeum Narodowego, poprzez filię Muzeum Ziemi, Muzeum Historii Polski, Centrum Sztuki Współczesnej - do Łazienek, stanowiąc jakby ciekawą alternatywę dla berlińskiej Wyspy Muzeów.

W czasie debaty w Zamku Ujazdowskim należałem do większości wnoszącej uwagi krytyczne. Nie ukrywam: liczyłem i liczę na rozwagę przesądzającą o ostatecznych rozwiązaniach problemów ujawnionych w toku tej debaty i kolejnych. Liczę na stonowanie nastrojów triumfalistycznych. Jeśli w wypowiedzi mojej nie mogę się uchronić od przejawów rozdrażnienia, to jednak proszę o potraktowanie wypowiadanych nawet w takim tonie uwag jako przekazanych w najlepszej wierze i z najlepszymi życzeniami powodzenia tak doniosłej historycznie i współcześnie inicjatywy.

Wojciech Krukowski, Centrum Sztuki Współczesnej

Przeczytaj także: Jak odmienić Skarpę Wiślaną



Podziel się