Plac Trzech Krzyży i wielu dylematów

Jarosław Osowski
17.06.2010 aktualizacja: 2010-06-17 23:30
A A A Drukuj
Debata o nowym pl. Trzech Krzyży w redakcji Fot. Jan Zamoyski / Agencja Gazeta
  • Debata o nowym pl. Trzech Krzyży w redakcji 'Gazety'. Z lewej Jerzy S. Majewski
Pełna sala dyskutantów i las rąk w górze - każdy chciał wczoraj wiedzieć, jak po konkursie, który właśnie rozstrzygnął ratusz, zmieni się pl. Trzech Krzyży. Ma być monumentalny czy bardziej rozrywkowy, tętniący życiem dzień i noc?
Czwartkową debatę w siedzibie "Gazety" nasz redakcyjny kolega Dariusz Bartoszewicz zaczął od gorącego newsa: pracownia Dawos z dr. Krzysztofem Domaradzkim na czele, która zajęła w konkursie drugie miejsce, zaskarżyła jego wynik. Zwycięskiej koncepcji Janusza Klikowicza zarzuca naruszenie warunków postawionych przez miasto: zamiast dwóch pasów ruchu przewiduje trzy, a jezdnie w dodatku trzeba będzie rozkopywać podczas późniejszej budowy podziemnego garażu na 300 miejsc.

Dwaj rywale siedzieli obok siebie. Klikowicz też zaskoczył wszystkich, którzy zapamiętali z jego pracy "wielką granitową patelnię" na środku placu. - On wcale nie musi być pusty. Oto nowe niuanse i animacja przestrzenna - oznajmił i zobaczyliśmy małą karuzelę przed kościołem św. Aleksandra, 60 otaczających go drzew ("Nie jestem przeciwko platanom") podświetlanych na Boże Narodzenie. - To realna wizja i przestrzeń pełna życia, ale to nie jest plac turystyczny ani rozrywkowy. Kolejne parasole kawiarniane i jeszcze większy ruch nocny tylko by go zdegradował - podkreślał monumentalność swojej koncepcji.

- Reprezentujemy inną filozofię. Nasze hasło to humanizacja przestrzeni a nie jej totalitaryzm - replikował dr Domaradzki. Dlatego proponuje znacznie szersze chodniki po bokach, kafejki z trzech stron placu (oprócz martwej pierzei Ministerstwa Gospodarki) i zamknięcie wlotu Mokotowskiej. Wyklucza zasłanianie kościoła drzewami. Podkreśla rolę trawnika i wody na środku placu koło pomnika św. Jana Nepomucena.

Obie prace łączy wizja komunikacyjna. Urządzenie ruchu dookoła wyspy z kościołem zachwalał prof. Wojciech Suchorzewski z jury konkursowego. - Gdyby skupić obie jezdnie po jednej stronie placu, powstałaby szeroka autostrada, piesi biegaliby przez 20-metrowe zebry - mówił. Zauważył, że we wszystkich wariantach jezdni ubywa aż o połowę. Jest też za jak największym ograniczaniem liczby miejsc parkingowych w tej części miasta.

Nie wszystkim się to podobało. - Będzie jak na Marszałkowskiej, gdzie sklepy plajtują, bo nie ma gdzie się zatrzymać samochodem - wieszczyła dziennikarka Jadwiga Osiecka.

Gorący spór wzbudziły też kawiarnie. - Jestem przeciw stolikom na zewnątrz. Działają do rana. To koszmar nie do wytrzymania - gromiła Ewa Kowalczyk z ul. Żurawiej. - A mnie się to podoba! Specjalnie dlatego tu się sprowadziłam - odpowiadała jej Aleksandra Fafius z Brackiej.

Były zarzuty do Janusza Klikowicza. - Pierwsza nagroda przypomina mi plan sześcioletni z czasów PRL. Brakuje tu tylko maszerujących pochodów. To ma być jakaś ogromna przestrzeń - dziwiła się Katarzyna Zachwatowicz. - W dodatku niczyja - dodał urbanista Stanisław Furman. - Popełnimy błąd pl. Konstytucji, który jest na środku martwy.

- Zazdroszczę wam tej debaty i tego klarownego, światowego projektu placu - powiedziała Liliana Sonik, znana krakowska opozycjonistka, "chwilowo w Warszawie". Poparła zwycięską pracę, ale w zarządzonym na koniec dyskusji głosowaniu obie wizje zdobyły podobną liczbę głosów. Co zrobi ratusz? Marek Mikos, szef miejskiego biura architektury niczego nie przesądzał. - Poczekajmy na rozstrzygnięcie protestu - powiedział.

Przeczytaj także: Nowy plac Trzech Krzyży bez fajerwerków



Podziel się