Fuszerka i chodnikowa schizofrenia przy Marszałkowskiej

Jerzy S. Majewski
29.06.2010 aktualizacja: 2010-06-28 20:17
A A A Drukuj
Nowy biurowiec projektu Stefana Kuryłowicza u zbiegu Marszałkowskiej i Żurawiej Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Architektura nowego biurowca przy Marszałkowskiej - owszem, owszem. Ale to, co stało się z chodnikiem przed budynkiem, woła o pomstę do nieba
SERWISY
Po wnętrzu gmachu wciąż rozchodzi się zapach świeżego betonu. Ruchome schody bezszelestnie unoszą nas ku zawieszonemu nad głowami świetlikowi. W kamieniu jak w szkle odbija się światło rozproszone po wnętrzu.

Forma i erudycja

Dominuje estetyczny chłód tak jak w wielu innych biurowcach projektowanych przez pracownię Stefana Kuryłowicza. W atmosferze wystylizowanego wnętrza jest coś z surowości architektury neoklasycyzmu lat 30., coś z nastroju sztuki totalitaryzmu, ale i brutalizmu lat 70.

Uwagę zwraca elewacja od strony Żurawiej. To gra układu okien, kamiennego detalu i zabawa w architekturę, która staje się grafiką. Zupełnie jak w projektach modernistów lat 50. i 60. XX wieku. Można dać się urzec erudycji projektantów, zabawiać w doszukiwanie inspiracji, aluzji do sztuki XX stulecia.

Tylko tylne elewacje jak w miastach Trzeciego Świata odwracają się do sąsiadów ślepymi ścianami szczytowymi. Wrażenie przykre niwelowane wszak ażurowymi osłonami.

Jednym słowem, na zlecenie rodziny krakowskich milionerów Likusów powstał budynek o wyróżniającej się architekturze. Jego budowa budziła moje nadzieje na ożywienie martwej Marszałkowskiej, choć pierwszy przykład zdecydowanie odstręcza. Najlepszy narożny lokal zajął bank. Szczęśliwie jego witryn bankowcy jeszcze nie zalepili na głucho, jak to się stało na drugim narożniku Żurawiej. Do niedawna były tam piękne witryny kwiaciarni. Teraz są zaklejone okna banku Nordea o estetyce punktu skupu drobiu w GS-ie.

Usypali górkę

A jednak kiedy przechodzę obok biurowca Likusów, chce mi się wyć! To, co stało się z chodnikiem przed budynkiem, jest przykładem arogancji inwestorów, a pewnie i fuszerki budowlanej.

Gdy w początku mijającej dekady przebudowano chodniki Marszałkowskiej, przy kolejnych narożnikach ułożono efektowne kompozycje z kamienia - a to kwiaty, a to wilcze pazury. Teraz przed biurowcem Wolf z takiej kompozycji pozostały już tylko smętne szczątki. Zapomniano też o niepełnoprawnych. Z obniżenia chodnika na przejściu dla pieszych znikły płyty z guzkami dla niewidomych i niedowidzących! Pikanterii dodaje fakt, że wszystko odbyło się bez zgody służb miejskich i dzieje się zaledwie kilkadziesiąt metrów od urzędu Śródmieścia!

Ta sama firma, która niszczy kawałek przestrzeni Marszałkowskiej, wokół innego budowanego przez siebie budynku przy Brackiej organizuje konkurs architektoniczny na posadzkę. Czysta schizofrenia! A może to nie schizofrenia, tylko fuszerka budowlana? Budowlańcy sknocili projekt, wyjście z budynku wyszło im kilkanaście albo kilkadziesiąt centymetrów nad chodnikiem i ratowali się w ostatniej chwili. W efekcie usypali górkę jak przed wiejską chałupą.

Spacery po nieodbudowanej Warszawie z Jerzym S. Majewskim



Zobacz jak będzie wyglądało Muzeum Sztuki Nowoczesnej na pl. Defilad


Podziel się