Urbaniści o burzeniu bloków w centrum: co w zamian?

Michał Wojtczuk
29.06.2010 aktualizacja: 2010-06-29 19:49
A A A Drukuj
Niedokończony wieżowiec Daniela Libeskinda Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
  • Po lewej niedokończony wieżowiec Daniela Libeskinda
Burmistrz Śródmieścia Wojciech Bartelski zaproponował uchwalenie specustawy pozwalającej na burzenie starych bloków. Co o propozycji burmistrza sądzą urbaniści?
Kilka dni temu w "Gazecie Stołecznej" napisaliśmy, że zdaniem burmistrza Śródmieścia Wojciecha Bartelskiego Warszawa nigdy nie będzie miała śródmieścia z prawdziwego zdarzenia, jeżeli nie zacznie się usuwać brzydkich PRL-owskich bloków. Burmistrz rzucił pomysł specustawy, która pozwalałaby przymusowo wywłaszczyć mieszkańców za odszkodowaniem. Zapowiedział, że z apelem jej uchwalenia zwróci się do parlamentarzystów.

Inicjatywę burmistrza należy traktować w kategoriach happeningu, bo przedstawił ją nie starając się o poparcie innych samorządowców, czy choćby władz stołecznego ratusza. Dystansuje się od niego Tomasz Andryszczyk, rzecznik ratusza. -W Warszawie jest mnóstwo wolnych terenów pod inwestycje, zabudowa wielu innych blokowana jest przez roszczenia. Tak więc zanim ustawodawca w ogóle zacznie rozważać kwestię specustawy umożliwiającej wysiedlenia, powinien systemowo rozwiązać problem dekretu Bieruta - mówi rzecznik.

Z konferencji burmistrza Bartelskiego nie wynikało także, by swój pomysł przedstawił wcześniej do zaopiniowania urbanistom. Zrobiliśmy to za niego.

Krzysztof Chwalibóg, b. przewodniczący Stowarzyszenia Architektów Polskich.

- Przydałoby się narzędzie, na podstawie którego można by rozwiązać na przykład problem placu Teatralnego, gdzie PRL-owska zabudowa kontrastuje z zabytkową. Rzeczywiście przestrzeń miejska mogłaby zyskać, gdyby takie rażące przykłady ciężkiej, niezdarnej architektury usunąć. Może zresztą nie przez wyburzenie, czasami może wystarczyłaby modernizacja elewacji, nawet przy niezmienionych układach wewnętrznych. Dobrym pomysłem jest, by te bloki wskazywać w planach zagospodarowania, to instrument zapewniający partycypację społeczną. Kłopot w tym, że kryteria estetyczne zawsze mogą być kwestionowane. Jak określić obiektywnie, który blok jest brzydki? Wydaje mi się, że byłaby duża trudność w opracowaniu odpowiedniej reguły. Byłoby to z pewnością łatwiejsze w odniesieniu do zespołów o uznanej wartości kulturowej.

Konrad Kucza-Kuczyński, wiceprzewodniczący Prezydium Komitetu Architektury i Urbanistyki Polskiej Akademii Nauk

- Mimo, że z racji wieku mam uczulenie na PRL, cała masa obiektów z tamtych czasów jest lepsza, niż te robione teraz. Mówienie o wyburzaniu starych bloków jest szumem, który ma zasłonić bezład przestrzenny panujący w Warszawie. Stołeczne śródmieście zostało zniszczone przez ostatnie 20 lat. Dziś w Warszawie można postawić praktycznie cokolwiek, bo umowny ład miasta przestał istnieć. Zgodzę się, że są bloki, które kontrastują z harmonią miasta. Powstawały w końcu w epoce, kiedy stawiano na zabudowę wolno stojącą, będącą zaprzeczeniem dzisiejszej zwartej zabudowy, przywracającej pierzeje ulic. Ale problem, jaki stwarzają pojedyncze bloki, to jest nic w porównaniu z dysonansem, jaki wprowadziły Złote Tarasy, czy turecki wieżowiec Millennium Plaza w Al. Jerozolimskich! Dodam jeszcze, że akurat bloku przy pl. Teatralnym będę bronić, to element dobrego, kameralnego osiedla Bielańska.

Marek Sawicki, urbanista

- W mieście brakuje wizji rozwoju Śródmieścia i nie ma kompleksowych projektów przekształcania terenów śródmiejskich. W związku z tym ocena poszczególnych budynków istniejących czy projektowanych jest niemożliwa, bo nie wiadomo czy pasują do docelowej wizji centrum stolicy czy nie. Taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia w centrum Berlina. Tam obszary zdegradowane, których zabudowa nie pasuje do centrum, są poddawane analizom, dyskusjom i projektom przekształceń lub rewitalizacji, a potem wizja jest konsekwentnie realizowana. Tak było np. na Potsdamer Platz.

Już dziś dostępne są pewne narzędzia do realizacji przebudowy centrum miasta: dyskusje społeczne, programy rewitalizacji, wywłaszczenia pod budowę publicznych dróg lub publicznych budynków. Zarówno one, jak i specustawy proponowane przez polityków w sytuacjach konfliktowych i nierozwiązywalnych, powinny służyć realizacji zaplanowanych celów i wizji rozwoju, a nie doraźnym jednostkowym potrzebom.



Przeczytaj także: Szkielet wieżowca Libeskinda będzie straszył na Euro



Podziel się