Libeskind o Złotej 44: "Proces wieżowca jak u Kafki"
30.08.2010
aktualizacja: 2010-08-29 18:20
Fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta
Poraża mnie absurd urzędowych procedur, które zatrzymały budowę mojego wieżowca. To sygnał dla deweloperów, którzy zastanawiają się nad inwestowaniem w Polsce: "Pakujecie się na pole minowe" - mówi "Gazecie" architekt Daniel Libeskind.
Budowa 192-metrowego wieżowca obok Złotych Tarasów zatrzymała się półtora roku temu. Powodem były kłopoty finansowe firmy Orco. - Dziś możemy już dostać kredyt na prawie 400 mln zł potrzebnych na dokończenie prac - mówi Jean prezes Orco François Ott. - Jedynym warunkiem, jaki stawia nam bank, jest dostarczenie prawomocnego pozwolenia na budowę.
Pozwolenie to cofnął rok temu wojewódzki sąd administracyjny. Kilka tygodni temu decyzję podtrzymał - choć z innych powodów - Naczelny Sąd Administracyjny. Do 23 września wojewoda mazowiecki musi ponownie ocenić, czy dokument został wydany zgodnie z prawem. Procedura się przedłuża. Sąd, który wytykał urzędnikom miejskim i wojewódzkim niedopatrzenia, sam się ich dopuścił - zapomniał wysłać wojewodzie czterech tomów akt. Komplet dokumentów dotarł z czterotygodniowym opóźnieniem.
Deweloper wieżowca traci cierpliwość. Podkreśla, że zarzuty dotyczą pracy urzędników, a koszty wstrzymanej budowy obarczają jego. Niedawno zagroził zaskarżeniem polskich przepisów administracyjnych do międzynarodowych sądów i 600 mln zł odszkodowania.
Pat, w jakim znalazła się inwestycja przy Złotej 44, złości też jej projektanta. To Daniel Libeskind - urodzony w Polsce Amerykanin żydowskiego pochodzenia, jeden z najsłynniejszych architektów na świecie.
Michał Wojtczuk: Czy uważa pan, że polskie prawo krępuje deweloperów? Czy pod tym względem Polska negatywnie wyróżnia się na tle innych krajów, w których pan pracował?
Daniel Libeskind: Nigdy jeszcze nie przydarzyło mi się coś takiego, co ze Złotą 44, a pracowałem w wielu krajach, także w tych, w których demokracja dopiero się rodzi. Różne urzędy wysyłają w sprawie tej inwestycji sprzeczne sygnały. To absurd bez precedensu. Kraje, miasta rywalizują ze sobą o inwestycje. A sprawa Złotej to znak dla deweloperów: "Ostrożnie! Pakujecie się na pole minowe".
To właśnie mówi pan deweloperom, którzy pytają pana o to, czy inwestować w Polsce?
- Ja nie radzę deweloperom, gdzie mają budować, ale niewątpliwie to nie jest dobry znak, że budowa budynku tej wagi, mający w sobie tyle optymizmu i tak istotny dla centrum miasta, może zostać po prostu zatrzymana, ugrzęznąć w jakimś kafkowskim procesie.
Czy po kryzysie, który wyhamował wzrost cen mieszkań, apartamentowe wieżowce w Warszawie mają jeszcze rację bytu?
- Dziś jest deszcz, ale to nie znaczy, że padać będzie wiecznie. Słońce kiedyś wyjdzie. Ludzie zawsze będą chcieć mieszkać w centrum. Warszawa jest metropolią, potrzebuje jego gęstej zabudowy o mieszanych funkcjach. Mogą się zmienić rozmiary najchętniej kupowanych apartamentów, ale nie to, że mieszkanie w centrum jest bardzo atrakcyjne.
W Warszawie co rusz pojawiają się inwestorzy starający się o zgodę na budowę bardzo wysokich budynków w sąsiedztwie niskiej zabudowy - 130-metrowego wieżowca przy Al. Jerozolimskich obok siedmiopiętrowych kamienic czy 200-metrowego wieżowca tuż nad brzegiem Wisły. Czy taka architektura pana nie razi?
- Śmiałość współczesnej architektury nie powinna być mylona z nieczułością na kontekst. Trzeba umieć współistnieć z otoczeniem, ale sylwetka Warszawy się zmienia, miasto rośnie. Wieżowce są dobre dla miasta, jeżeli są dobrze zbudowane i dobrze usytuowane. Dogęszczanie centrów miast jest słusznym kierunkiem, bo ludzie nie muszą wtedy jeździć samochodami, do pracy mogą iść na piechotę albo korzystać z miejskiego transportu. Uważam, że nie można narzucać jakiejś nieprzekraczalnej wysokości budynkom.
Ale miejsce na wieżowce jest w centrum, a nie poza nim?
- Tak jest we wszystkich miastach. W Warszawie na dodatek ma to dodatkowy sens - wieżowce mogą przełamać dominację Pałacu Kultury.
Tuż obok Złotej 44 znajduje się Dworzec Centralny. Czy uważa go pan za dobrą architekturę? Ten budynek budzi skrajnie różne opinie.
- Warszawa potrzebuje fantastycznego dworca w centrum. Konieczny jest budynek ze wszystkimi udogodnieniami, które cechują XXI-wieczny węzeł komunikacyjny. Dziś dworzec to już nie tylko połączenie torów. To wizytówka miasta, przedsionek miejskiego życia, wsparcie dla hoteli...
Czyli nie byłoby panu szkoda obecnego Dworca Centralnego?
- Zależy, co stanęłoby na jego miejscu. Jednak miasto nie może istnieć, tylko pielęgnując nostalgię.
W weekend rozmawiał pan także z dziennikarzami niemieckiej telewizji ZDF. Zadali panu zaskakujące pytanie o to, czy widzi pan jakiś związek między problemami Złotej 44 a antysemityzmem w Polsce. Co im pan odpowiedział?
- Krótko: "Nie widzę takiego związku".
Pozwolenie to cofnął rok temu wojewódzki sąd administracyjny. Kilka tygodni temu decyzję podtrzymał - choć z innych powodów - Naczelny Sąd Administracyjny. Do 23 września wojewoda mazowiecki musi ponownie ocenić, czy dokument został wydany zgodnie z prawem. Procedura się przedłuża. Sąd, który wytykał urzędnikom miejskim i wojewódzkim niedopatrzenia, sam się ich dopuścił - zapomniał wysłać wojewodzie czterech tomów akt. Komplet dokumentów dotarł z czterotygodniowym opóźnieniem.
Deweloper wieżowca traci cierpliwość. Podkreśla, że zarzuty dotyczą pracy urzędników, a koszty wstrzymanej budowy obarczają jego. Niedawno zagroził zaskarżeniem polskich przepisów administracyjnych do międzynarodowych sądów i 600 mln zł odszkodowania.
Pat, w jakim znalazła się inwestycja przy Złotej 44, złości też jej projektanta. To Daniel Libeskind - urodzony w Polsce Amerykanin żydowskiego pochodzenia, jeden z najsłynniejszych architektów na świecie.
Michał Wojtczuk: Czy uważa pan, że polskie prawo krępuje deweloperów? Czy pod tym względem Polska negatywnie wyróżnia się na tle innych krajów, w których pan pracował?
Daniel Libeskind: Nigdy jeszcze nie przydarzyło mi się coś takiego, co ze Złotą 44, a pracowałem w wielu krajach, także w tych, w których demokracja dopiero się rodzi. Różne urzędy wysyłają w sprawie tej inwestycji sprzeczne sygnały. To absurd bez precedensu. Kraje, miasta rywalizują ze sobą o inwestycje. A sprawa Złotej to znak dla deweloperów: "Ostrożnie! Pakujecie się na pole minowe".
To właśnie mówi pan deweloperom, którzy pytają pana o to, czy inwestować w Polsce?
- Ja nie radzę deweloperom, gdzie mają budować, ale niewątpliwie to nie jest dobry znak, że budowa budynku tej wagi, mający w sobie tyle optymizmu i tak istotny dla centrum miasta, może zostać po prostu zatrzymana, ugrzęznąć w jakimś kafkowskim procesie.
Czy po kryzysie, który wyhamował wzrost cen mieszkań, apartamentowe wieżowce w Warszawie mają jeszcze rację bytu?
- Dziś jest deszcz, ale to nie znaczy, że padać będzie wiecznie. Słońce kiedyś wyjdzie. Ludzie zawsze będą chcieć mieszkać w centrum. Warszawa jest metropolią, potrzebuje jego gęstej zabudowy o mieszanych funkcjach. Mogą się zmienić rozmiary najchętniej kupowanych apartamentów, ale nie to, że mieszkanie w centrum jest bardzo atrakcyjne.
W Warszawie co rusz pojawiają się inwestorzy starający się o zgodę na budowę bardzo wysokich budynków w sąsiedztwie niskiej zabudowy - 130-metrowego wieżowca przy Al. Jerozolimskich obok siedmiopiętrowych kamienic czy 200-metrowego wieżowca tuż nad brzegiem Wisły. Czy taka architektura pana nie razi?
- Śmiałość współczesnej architektury nie powinna być mylona z nieczułością na kontekst. Trzeba umieć współistnieć z otoczeniem, ale sylwetka Warszawy się zmienia, miasto rośnie. Wieżowce są dobre dla miasta, jeżeli są dobrze zbudowane i dobrze usytuowane. Dogęszczanie centrów miast jest słusznym kierunkiem, bo ludzie nie muszą wtedy jeździć samochodami, do pracy mogą iść na piechotę albo korzystać z miejskiego transportu. Uważam, że nie można narzucać jakiejś nieprzekraczalnej wysokości budynkom.
Ale miejsce na wieżowce jest w centrum, a nie poza nim?
- Tak jest we wszystkich miastach. W Warszawie na dodatek ma to dodatkowy sens - wieżowce mogą przełamać dominację Pałacu Kultury.
Tuż obok Złotej 44 znajduje się Dworzec Centralny. Czy uważa go pan za dobrą architekturę? Ten budynek budzi skrajnie różne opinie.
- Warszawa potrzebuje fantastycznego dworca w centrum. Konieczny jest budynek ze wszystkimi udogodnieniami, które cechują XXI-wieczny węzeł komunikacyjny. Dziś dworzec to już nie tylko połączenie torów. To wizytówka miasta, przedsionek miejskiego życia, wsparcie dla hoteli...
Czyli nie byłoby panu szkoda obecnego Dworca Centralnego?
- Zależy, co stanęłoby na jego miejscu. Jednak miasto nie może istnieć, tylko pielęgnując nostalgię.
W weekend rozmawiał pan także z dziennikarzami niemieckiej telewizji ZDF. Zadali panu zaskakujące pytanie o to, czy widzi pan jakiś związek między problemami Złotej 44 a antysemityzmem w Polsce. Co im pan odpowiedział?
- Krótko: "Nie widzę takiego związku".
-
nasi urzędnicy są najlepsi na świecie ;-) potrafią
leonardo_1
30.08.10, 11:41
wziąć w łapę,czemu pan nie próbował? W końcu żyjemy w republice bananowej itylko my myślimy w ue iż jesteśmy najzamożniejsi i najmądrzjesi a europa się znas śmieje i niektórzy polacy także..»
-
Projekt Libeskinda? Czyzby?
bling.bling
30.08.10, 14:45
A jak temu panu udało się zdobyć uprawnienia budowlane do projektowania w PL? Zdał egzamin z jezyka polskiego? Tia, już to widzeNazwisko Liebeskinda to kwiatuszek na ciermiężnym kożuchu post»
-
czym sie rozni swinia od polaka?
wybitniemadry
15.01.11, 08:54
ano niczym, jedno i drugie uwielbia mieszkac w chlewie»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Miał być ważny węzeł, ale zniknął. Gdzie jest Konotopa?
- Piątek na ulicach Warszawy [25.05.2012]
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Centrum tonie w reklamach. Najbrzydsze rondo w mieście?
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]



