Gdzie jest Ursus mojego dzieciństwa?

Aneta Ch.
06.04.2009 aktualizacja: 2009-04-05 17:05
A A A Drukuj
Nie pamiętam, kiedy upadł komunizm. Byłam zbyt mała. Pamiętam tylko pasowanie wielką kredką na ucznia w pierwszej klasie szkoły podstawowej.
ZOBACZ TAKŻE
Moje dwudziestolecie zaczęło się w sierpniu 1983 roku. Wtedy się urodziłam. Dwa miesiące przed moimi urodzinami - w czerwcu - do Polski przyjechał papież Polak. Była to jego druga wizyta duszpasterska w komunistycznej ojczyźnie. Na placu Zamkowym była moja babcia. Dwa miesiące po wizycie zniesiono stan wojenny. Urodziłam się już w "wolnej" Polsce.

Codziennie rano o szóstej mama budziła mnie do przedszkola. Rano piłam obrzydliwe mleko z kożuchem w brzydkim brązowym kubku, zakładałam ciepły kombinezon i szłyśmy z mamą do przedszkola na 6.45. Przedszkole znajdowało się przy Zakładach Mechanicznych "Ursus". Lubiłam tam chodzić. Podwórze przedszkola graniczyło z zakładami. Przez płot widziałam olbrzymie maszyny, przy których czasami pojawiali się robotnicy. Zawsze o godz. 14 wielka fala ludzi wychodziła bramą, nad którą widniał napis "ZM Ursus" i wizerunek niedźwiadka. To były wielka masa ludzi, głównie mężczyźni. Pamiętam ten gwar, rozmowy, śmiechy.

Czasami wsiadałyśmy z mamą w samochód i jechałyśmy "maluchem" po soczki. Ja zostawałam w samochodzie, a mama szła "w kolejkę". Długo czekałyśmy pod sklepem, przed którym kłębiła się ławica zniecierpliwionych rodziców. Po jakimś czasie mama przynosiła zgrzewkę bobofrutów z kolorową buzią dziecka na etykiecie. Wracałyśmy do domu.

Nie pamiętam, kiedy upadł komunizm. Byłam zbyt mała. Pamiętam tylko pasowanie wielką kredką na ucznia w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Któregoś dnia pani kazała nam przynieść swoją ulubiona zabawkę. Koleżanki poprzynosiły lalki Barbie w świecących, kolorowych ubrankach. Ja wzięłam swojego ulubionego różowego misia z naderwana głową. Zawsze chciałam mieć Barbie, ale mama mówiła, że jest za droga. Nigdy też nie byłam w Peweksie. Może dlatego, że rodzice nie mieli pieniędzy, aby mi coś tam kupić, a nie chcieli, żebym patrzyła na rzeczy, których i tak nie mogę mieć.

Carrefour jak Pewex

Dużo dzieci miało ojców pracujących "w Niemczech". Koleżanki mówiły, że dostają "paczki". My dostawaliśmy tylko te z mięsem od kierowcy PKS-u z Małkini.

Przy zakładach była lodziarnia, do której chodziłyśmy z koleżankami na lody. Na szyldzie było napisane "Lody, gofry, rurki". Gofrów i rurek nigdy tam nie było. Były tylko lody, za to w czterech smakach: waniliowe, śmietankowe, truskawkowe i kakaowe. Jedna gałka kosztowała 1500 zł. Były pyszne. Do picia - woda z saturatora.

Zakupy robiłyśmy z mamą na bazarku. Obok był sklep z rybami. Ryby pływały w beczkach, a na podłodze było pełno wody. Zawsze były tam tłumy. Potem bazarek zlikwidowano i powstał tam dom handlowy Eska. Znajdowała się w nim wypożyczalnia kaset wideo oraz różnorodne stoiska: ze zwierzętami, z zabawkami, z książkami i stoisko AGD. Około 1995 roku sklep upadł. Ale to dla ursuskich autochtonów nie był problem.

Właśnie w pobliskich Alejach Jerozolimskich otworzono pierwszy supermarket Carrefoura. To było coś. Dzisiaj moja młodsza siostra uważa takie centra handlowe za niezbędny element krajobrazu, ale wtedy patrzono na to zupełnie inaczej. To był taki wielki Pewex, w dodatku można było płacić rodzimym pieniądzem. Wszyscy, którzy przyszli na otwarcie, dostali kasetę magnetofonową i lizaka.

A co się stało z lokalem po domu handlowym Eska? Kilka lat temu pustostan wykupił inwestor. Powstał tam budynek wielorodzinny z częścią usługową na parterze. Są tam Carrefour Express i banki. To bardzo użyteczne, tylko nie ma tam już tego czegoś, co nadawało zakupom bazarowym aurę wyjątkowości.

Brakuje familiarności. Nie ma komu powiedzieć "dzień dobry", bo wszystkie twarze są już nietutejsze i nieznajome. Nie ma ducha starego Ursusa. Co to jest stary Ursus? Czy istniał naprawdę, czy jest tylko wytworem naszej miejscowej wyobraźni, zrodzonym z sentymentu do lat dzieciństwa w robotniczym Ursusie?

Pustostan po moim przedszkolu

Zakłady już dawno upadły. Znajdują się tam magazyny wielkich koncernów chemii przemysłowej, a także telewizyjne studio nagraniowe. Moje przedszkole też już nie istnieje. Otworzono tam siłownię, która, tak jak większość "prywaciarskich biznesów" - bo tak się mówiło, z wyższością i pogardą, na początku lat 90. - upadła. Został pustostan. Brama, którą kiedyś przechodziły tabuny robotników, jest zamknięta i zardzewiała. Wokół zielsko, nie ma tam żywej duszy.

Gdzie jest Ursus mojego dzieciństwa? Pozostał w moich wspomnieniach, widzę go w zmęczonych oczach starszych ludzi, którzy siedzą w parku lub w kościele. Coraz więcej napływowej ludności, "obcych" i centrów handlowych. To najpiękniejsze już nie wróci. Serce starego Ursusa bije coraz wolniej, odchodzą starzy mieszkańcy, pozostaje garstka nielicznych byłych przedszkolaków przyzakładowego przedszkola i ich wspomnienia. Ale i one z czasem zbledną.

NAPISZCIE O SWOIM 20-LECIU
Co straciłem, co zyskałem, a co diabli wzięli
Chcemy opisać mijające 20-lecie przez losy ludzi. Zapraszamy czytelników do przysyłania wspomnień. Adres: moje20warszawa@gazeta.pl
Najciekawsze teksty opublikujemy w "Gazecie" lub wykorzystamy w reportażach. Za trzy najlepsze przyznamy nagrody: 3, 2 i 1 tys. zł. Prosimy o podawanie numeru telefonu na wypadek potrzeby ustalenia szczegółów dotyczących publikacji.



Podziel się

  • Gdzie jest Ursus mojego dzieciństwa? ekwilybrystyka 09.04.09, 12:04

    Nie rozumiem tych zachwytów i sentymentów, znam Ursus do lat 40 a mieszkam w nim od lat 13 i w mojej opinii Ursus zaczyna się jakoś prezentować dopiero od kilku lat, wcześniej to była za »

  • Gdzie jest Ursus mojego dzieciństwa? renata.bogulak 10.04.09, 17:32

    Ekwilybrystko, jeśli nie urodziłaś się w Ursusie i nie wychowałaś się naNiedźwiadku, czy innym rejonie tego pięknego miasta to nie poznasz nigdy magiitego miejsca. Znam Ursus od 43 lat, a »

  • Gdzie jest Ursus mojego dzieciństwa? dziaq2 02.05.09, 22:33

    kocham to miasto mieszkałam tam 20 lat.Tęsknię za cukiernią parkiem za kościołem św.Józefa samolotami lecącymi nocą gdybym mogła cofnąć czas nigdy bym się nie wyprowadziła»