Parada Równości chce rozbić heteromatriks
12.06.2009
aktualizacja: 2009-06-11 22:07
Fot. Krzysztof Miller / AG
Homofobia w Polsce bardziej wynika z lęku przed obcością niż z autentycznej wrogości, którą okazuje Młodzież Wszechpolska, krzycząc: "Cała Polska z was się śmieje". Wcale się nie śmieje - mówią uczestniczki Parady Równości.
ZOBACZ TAKŻE
- Lesbijki i geje odmienią to miasto (28-09-09, 08:00)
- Największa parada w Europie będzie w Warszawie (27-09-09, 17:41)
- Geje i lesbijki: też jesteśmy obywatelami Polski (15-06-09, 10:00)
- "Rzepy" poślizg na Blitzkriegu (13-06-11, 16:00)
- Tęczowe flagi w całym mieście na Paradę Równości? (29-04-11, 09:00)
- Znamy hasło Parady Równości: "Wszyscy chcą kochać" (14-04-11, 15:55)
- W sobotę po raz 11. odbędzie się Parada Schumana (05-05-10, 22:13)
- Na cześć rycerzy geje do lasu (29-09-09, 01:00)
- Pikieta: zalegalizujcie związki partnerskie! (14-07-09, 14:27)
- Parada Równości przeszła przez stolicę (13-06-09, 13:44)
- Przewodnik oferuje spacer po HomoWarszawie (13-06-09, 10:00)
- Lesbijki i geje w Polsce. Wolność? Równość? (12-06-09, 19:43)
- Parada: zarejestrujcie związki partnerskie! (10-06-09, 12:00)
- Warszawa: parada równości i zacinający deszcz (13-06-09, 16:32)
- Dzień Niepodległości: Czy polecą kamienie? (05-11-09, 09:00)
Magdalena Dubrowska: Pamiętacie pierwszą Paradę Równości?
Alicja Kowalska, doktorantka w Szkole Nauk Społecznych PAN, bada związki między tożsamością narodową a homofobią: Zaczęło się od happeningu. W 1993 r. w walentynki pod kolumną Zygmunta kilkadziesiąt osób homoseksualnych domagało się prawa do miłości. Dwa lata później jako studentka polonistyki poszłam na dziedziniec UW, gdzie miała odbyć się kolejna demonstracja gejów i lesbijek. Przy bramie policjanci sprawdzali dowody osobiste. Manifestacja nie dostała zgody władz UW. Przenieśliśmy się do klubu. Za to w 2001 r. w pierwszej Paradzie Równości Nowym Światem szło już 300 osób. Trzymaliśmy się za ręce. Machaliśmy do mieszkańców w oknach. Chcieliśmy zrobić dobre wrażenie.
Anna Zawadzka, pedagożka, wydawczyni książki "Kiedy kobieta kocha kobietę. Album relacji":
Ja nie chcę robić dobrego wrażenia, bo uważam, że nie muszę być grzeczna i dobra, żeby mieć prawo do tego samego, co inni obywatele. I dlatego zdzieram obcasy na różnych paradach. Pamiętam, że w 2000 r. Yga Kostrzewa, dziś rzeczniczka Lambdy Warszawa, zorganizowała na UW konferencję na temat ruchu LGBT (lesbijek, gejów, bi- i transseksualistów). W wielkiej sali siedziało sześć osób.
Dziś w Paradzie idą tysiące
A.Z.: Przybywa uczestników, bo Polacy jeżdżą w świat i się edukują. Na własną rękę, bo w polskiej szkole nie ma edukacji seksualnej, nikt nie uczy postaw tolerancyjnych.
Kto chodzi na Parady Równości? Czy to się zmienia?
A.Z.: Przede wszystkim nie zmienia się postawa mediów, które w kółko powtarzają, że to parada lesbijek i gejów. A to nie jest parada lesbijek i gejów, tylko ludzi, którym nie podoba się to, że pewna grupa społeczna nie ma tych samych praw co inni obywatele. Przychodzi sporo starszych osób, co mnie bardzo wzrusza. Mam wrażenie, że chodzą młodzi albo starzy. A ci pośredni oglądają w tym czasie telewizję.
A.K.: Zmienił się trochę charakter Parady. Kiedy już nikt jej nie zakazuje, ludzie traktują ją jak zabawę. Zaczyna być tak jak na Zachodzie - parada dumy. Jesteśmy dumni z naszej tożsamości seksualnej i tego dnia chcemy to okazać, pobyć ze sobą, zobaczyć, że jest nas dużo. Ale zdania są różne. Niektórzy twierdzą, że powinniśmy odejść od zabawy.
A.Z.: Dla mnie to zupełnie nie jest zabawa. Chodzę i będę chodziła po to i dotąd, aż będą w Polsce zalegalizowane związki jednopłciowe.
Na Warsaw Pride przyjeżdża sporo osób z innych krajów Unii.
A.K.: Oni u siebie już wywalczyli prawa, więc pomagają innym. W którejś Paradzie szłam z transseksualistką z Niemiec i kiedyś po marszu uczestnicy skandowali: "Dziękujemy policji". "O co chodzi - zdziwiła się. - To ich praca!".
A.Z.: Mnie bulwersuje, że policjanci ochraniający Paradę noszą prewencyjne stroje. To znak, że to, co się dzieje, jest niebezpieczne. A przecież to pokojowe demonstracje.
A.K.: Na paradach w Berlinie policjanci wyglądają bardzo sexy, jeżdżą w zielonych skórach na motorach. A u nas kordony policji są jak mur, który oddziela nas od "normalnych" mieszkańców. W Berlinie całe rodziny przyłączają się do Christopher Street Day choć na chwilę, by poczuć atmosferę, potańczyć. To wielki festyn, na którym Berlin zarabia masę pieniędzy.
Organizowany jest m.in. za pieniądze miasta.
A.Z.: Tymczasem u nas brakuje nawet centrów pomocowych, choćby dla rodzin osób homoseksualnych. Bo gej czy lesbijka z małej miejscowości pakuje walizki i przenosi się do dużego miasta. A rodzice zostają. W 1998 r. udzieliłyśmy z Ygą Kostrzewą wywiadu jako para dla magazynu "She''. Ten numer za pośrednictwem mojego ciotecznego brata trafił do mojej rodzinnej wsi. Wszyscy to czytali. Moi rodzice dwa lata nie wchodzili do lokalnego sklepu.
Jak się zmieniały postulaty, z którymi od prawie dekady idzie Parada?
A.Z.: Jak się mogły zmieniać, skoro sytuacja się nie zmieniła? Najważniejsza jest legalizacja związków jednopłciowych. Dziś, będąc w długoletnim związku, nie mogę dziedziczyć po mojej partnerce, bo formalnie jestem osobą obcą, co się wiąże z trzy razy wyższymi podatkami. Nie mogę odbierać korespondencji partnerki. Jej zniżki samochodowe nie przechodzą na mnie i nie mogę korzystać z jej książeczki ubezpieczeniowej, gdybym była bezrobotna. Jest mnóstwo tych "nie mogę", które w związkach hetero nie istnieją. Właściwie wtedy dopiero uświadamiam sobie, że jestem lesbijką, kiedy mi czegoś nie wolno. Po drugie, prawo do adopcji. Ok. 14 tys. par homoseksualnych w Polsce wychowuje dzieci. Te dzieci w sytuacji śmierci biologicznego rodzica idą do domu dziecka. To skandal. Po trzecie, ochrona przed mową nienawiści. Dziś można sobie bezkarnie mówić "pedały do gazu", a w podręcznikach homoseksualizm wymienia się jednym ciągiem z zoofilią i pedofilią. Na szczęście lesbijki i geje przestają się bać i wytaczają sprawy o dyskryminację i poniżenie. Zapoczątkowała to "Nasza Sprawa" - proces wytoczony przez cztery lesbijki dwóm radnym PiS, którzy porównali publicznie homoseksualizm do pedofilii, zoofilii i nekrofilii. Ostatnio pewien chłopak pozwał sąsiadkę, która powiedziała: "pedał przyprowadził sobie pedała".
A.K.: Po wejściu do UE, eurosceptycy, konserwatywni politycy i populistyczne partie twierdziły, że tożsamość narodowa jest zagrożona, a za wroga społecznego wybrały sobie lesbijki i gejów. Żydzi są nienośni, bo młodzi już nie odbierają tej przedwojennej retoryki. Homofobia w Polsce bardziej wynika z lęku przed obcością niż z autentycznej wrogości, do której nawołują politycy, a którą okazuje Młodzież Wszechpolska, rzucając w nas kamieniami i krzycząc: "Cała Polska z was się śmieje". Wcale się nie śmieje. Raczej nas nie zna i nie wie, co o nas myśleć.
A.Z.: Swoją drogą neofaszyści z MW z Parady na Paradę nabierają ogłady. Kiedyś rzucali kamieniami, potem wyzywali, a teraz nawet śpiewają piosenki!
Alicja Kowalska, doktorantka w Szkole Nauk Społecznych PAN, bada związki między tożsamością narodową a homofobią: Zaczęło się od happeningu. W 1993 r. w walentynki pod kolumną Zygmunta kilkadziesiąt osób homoseksualnych domagało się prawa do miłości. Dwa lata później jako studentka polonistyki poszłam na dziedziniec UW, gdzie miała odbyć się kolejna demonstracja gejów i lesbijek. Przy bramie policjanci sprawdzali dowody osobiste. Manifestacja nie dostała zgody władz UW. Przenieśliśmy się do klubu. Za to w 2001 r. w pierwszej Paradzie Równości Nowym Światem szło już 300 osób. Trzymaliśmy się za ręce. Machaliśmy do mieszkańców w oknach. Chcieliśmy zrobić dobre wrażenie.
Anna Zawadzka, pedagożka, wydawczyni książki "Kiedy kobieta kocha kobietę. Album relacji":
Ja nie chcę robić dobrego wrażenia, bo uważam, że nie muszę być grzeczna i dobra, żeby mieć prawo do tego samego, co inni obywatele. I dlatego zdzieram obcasy na różnych paradach. Pamiętam, że w 2000 r. Yga Kostrzewa, dziś rzeczniczka Lambdy Warszawa, zorganizowała na UW konferencję na temat ruchu LGBT (lesbijek, gejów, bi- i transseksualistów). W wielkiej sali siedziało sześć osób.
Dziś w Paradzie idą tysiące
A.Z.: Przybywa uczestników, bo Polacy jeżdżą w świat i się edukują. Na własną rękę, bo w polskiej szkole nie ma edukacji seksualnej, nikt nie uczy postaw tolerancyjnych.
Kto chodzi na Parady Równości? Czy to się zmienia?
A.Z.: Przede wszystkim nie zmienia się postawa mediów, które w kółko powtarzają, że to parada lesbijek i gejów. A to nie jest parada lesbijek i gejów, tylko ludzi, którym nie podoba się to, że pewna grupa społeczna nie ma tych samych praw co inni obywatele. Przychodzi sporo starszych osób, co mnie bardzo wzrusza. Mam wrażenie, że chodzą młodzi albo starzy. A ci pośredni oglądają w tym czasie telewizję.
A.K.: Zmienił się trochę charakter Parady. Kiedy już nikt jej nie zakazuje, ludzie traktują ją jak zabawę. Zaczyna być tak jak na Zachodzie - parada dumy. Jesteśmy dumni z naszej tożsamości seksualnej i tego dnia chcemy to okazać, pobyć ze sobą, zobaczyć, że jest nas dużo. Ale zdania są różne. Niektórzy twierdzą, że powinniśmy odejść od zabawy.
A.Z.: Dla mnie to zupełnie nie jest zabawa. Chodzę i będę chodziła po to i dotąd, aż będą w Polsce zalegalizowane związki jednopłciowe.
Na Warsaw Pride przyjeżdża sporo osób z innych krajów Unii.
A.K.: Oni u siebie już wywalczyli prawa, więc pomagają innym. W którejś Paradzie szłam z transseksualistką z Niemiec i kiedyś po marszu uczestnicy skandowali: "Dziękujemy policji". "O co chodzi - zdziwiła się. - To ich praca!".
A.Z.: Mnie bulwersuje, że policjanci ochraniający Paradę noszą prewencyjne stroje. To znak, że to, co się dzieje, jest niebezpieczne. A przecież to pokojowe demonstracje.
A.K.: Na paradach w Berlinie policjanci wyglądają bardzo sexy, jeżdżą w zielonych skórach na motorach. A u nas kordony policji są jak mur, który oddziela nas od "normalnych" mieszkańców. W Berlinie całe rodziny przyłączają się do Christopher Street Day choć na chwilę, by poczuć atmosferę, potańczyć. To wielki festyn, na którym Berlin zarabia masę pieniędzy.
Organizowany jest m.in. za pieniądze miasta.
A.Z.: Tymczasem u nas brakuje nawet centrów pomocowych, choćby dla rodzin osób homoseksualnych. Bo gej czy lesbijka z małej miejscowości pakuje walizki i przenosi się do dużego miasta. A rodzice zostają. W 1998 r. udzieliłyśmy z Ygą Kostrzewą wywiadu jako para dla magazynu "She''. Ten numer za pośrednictwem mojego ciotecznego brata trafił do mojej rodzinnej wsi. Wszyscy to czytali. Moi rodzice dwa lata nie wchodzili do lokalnego sklepu.
Jak się zmieniały postulaty, z którymi od prawie dekady idzie Parada?
A.Z.: Jak się mogły zmieniać, skoro sytuacja się nie zmieniła? Najważniejsza jest legalizacja związków jednopłciowych. Dziś, będąc w długoletnim związku, nie mogę dziedziczyć po mojej partnerce, bo formalnie jestem osobą obcą, co się wiąże z trzy razy wyższymi podatkami. Nie mogę odbierać korespondencji partnerki. Jej zniżki samochodowe nie przechodzą na mnie i nie mogę korzystać z jej książeczki ubezpieczeniowej, gdybym była bezrobotna. Jest mnóstwo tych "nie mogę", które w związkach hetero nie istnieją. Właściwie wtedy dopiero uświadamiam sobie, że jestem lesbijką, kiedy mi czegoś nie wolno. Po drugie, prawo do adopcji. Ok. 14 tys. par homoseksualnych w Polsce wychowuje dzieci. Te dzieci w sytuacji śmierci biologicznego rodzica idą do domu dziecka. To skandal. Po trzecie, ochrona przed mową nienawiści. Dziś można sobie bezkarnie mówić "pedały do gazu", a w podręcznikach homoseksualizm wymienia się jednym ciągiem z zoofilią i pedofilią. Na szczęście lesbijki i geje przestają się bać i wytaczają sprawy o dyskryminację i poniżenie. Zapoczątkowała to "Nasza Sprawa" - proces wytoczony przez cztery lesbijki dwóm radnym PiS, którzy porównali publicznie homoseksualizm do pedofilii, zoofilii i nekrofilii. Ostatnio pewien chłopak pozwał sąsiadkę, która powiedziała: "pedał przyprowadził sobie pedała".
A.K.: Po wejściu do UE, eurosceptycy, konserwatywni politycy i populistyczne partie twierdziły, że tożsamość narodowa jest zagrożona, a za wroga społecznego wybrały sobie lesbijki i gejów. Żydzi są nienośni, bo młodzi już nie odbierają tej przedwojennej retoryki. Homofobia w Polsce bardziej wynika z lęku przed obcością niż z autentycznej wrogości, do której nawołują politycy, a którą okazuje Młodzież Wszechpolska, rzucając w nas kamieniami i krzycząc: "Cała Polska z was się śmieje". Wcale się nie śmieje. Raczej nas nie zna i nie wie, co o nas myśleć.
A.Z.: Swoją drogą neofaszyści z MW z Parady na Paradę nabierają ogłady. Kiedyś rzucali kamieniami, potem wyzywali, a teraz nawet śpiewają piosenki!
1
2
następne »
-
nikt was tu nie chce, dlaczego nie wyjedziecie?
observatoreromano
12.06.09, 12:54
nie kumam, kalacie własne gniazdo, macie postawę roszczeniową wobec wszystkich, jak wam tak źle to wypad na przykład do Berlina»
-
Całym sercem z wami!
kadykianus
12.06.09, 13:36
Gdyby nie sprawy zawodowe przyjechałbym do stolicy na Paradę. To wielka rzecz. Walka o prawa człowieka jest konieczna. Bez tego, nie ma nic. Tylko szajs i cierpienie. »
-
Prarada Równości chce rozbić heteromatriks
czterdziestyiczwarty
13.06.09, 01:33
Geje lesbijki,transwestyci,biseksualisci - mnie zdeklarowanemuheteroseksualiscie wasza obecnosc nie przeszkadza .Jestescie inni niz ja waspekcie seksualnosci i ja to akceptuje ,ze pod tym »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Marsz Wyzwolenia Konopi 2012 [26.05.2012]
- Co Donieck ma lepszego od Warszawy? Nie tylko Stadion!
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


