Nie ma po co reanimować trupa Skry
22.06.2009
aktualizacja: 2009-06-21 19:49
Dziś nie przekonują mnie sportowi działacze i dawne gwiazdy lekkoatletyki twierdzący, że Warszawa potrzebuje lekkoatletycznego stadionu na światowym poziomie. Po co? Na jeden mityng w roku? Sprowadzenie najlepszych kosztuje miliony euro, a trybuny na 15 tys. widzów i tak będą za małe na zawody najwyższej klasy.
Żeby było jasne - nie jestem wrogiem lekkiej atletyki. Byłem pod wrażeniem, gdy ojciec opowiadał mi, jak w 1963 roku - w ciemnościach rozświetlonych samochodowymi reflektorami i blaskiem palonych gazet - dopingował na Stadionie Dziesięciolecia polskich lekkoatletów w meczu z USA. W latach 70. dziadek z ojcem zabierali mnie na Skrę na Memoriał Kusocińskiego. Pękałem z dumy, gdy wzwyż skakał Wszoła, o tyczce Kozakiewicz, na setkę biegał Woronin. Legendarny Kubańczyk Juantorena siedział parę metrów obok mnie, bo był kontuzjowany. Trybuny stadionu na Wawelskiej pękały w szwach.
Dziś te same trybuny pękają ze starości, ale jestem przeciwny wydaniu milionów złotych na reanimację trupa. Wzruszam ramionami, gdy słyszę szantaż szefowej irlandzkiego dewelopera, że jeśli miasto nie zmieni planu zagospodarowania, jej firma na Skrze zbuduje hotele, ale na stadion nie da nawet złotówki. Troska budowniczych o sport jest w Warszawie znana. Na Sarmacie oznaczała upadek klubu. Kręcili się deweloperzy wokół Olimpii, kręcą przy Hutniku, mają chrapkę na Marymont.
Gdy tzw. inwestor pojawia się wokół klubu, inicjatywą tryskają od razu sportowi działacze. Na co dzień bierni, nieruszający się zza biurka, narzekający, że bez pieniędzy nie da się robić sportu, nabierają wigoru i całym sercem popierają deweloperów. Na Skrze już to przerabialiśmy. Pięć lat temu z klubu uciekły siatkarki i lekkoatleci, trenerzy też. Nie było ogrzewania i wody. Telefon i prąd bywały. Długi sięgnęły 20 mln zł. Dobrze miały się tylko ogródki piwne, prezes i dyrektor. Zrobili wielki biznes. Firmie inwestycyjnej z Wielkiej Brytanii sprzedali klubowe tereny za 2,3 mln dol. Czyli około 75 zł za m kw. Rok wcześniej ta sama ziemia została wyceniona przez rzeczoznawcę na 305 zł za m kw.!
Gdy komornik zajął konta klubu, trzyosobowy zarząd gminy Ochota jednogłośnie przegłosował zawieszenie postępowania komorniczego. Jednym z tych urzędników był Andrzej Boguta (SLD), czyli ówczesny i obecny prezes Skry, drugim Andrzej Borkowski (PO), członek zarządu klubu.
Dziś nie przekonują mnie sportowi działacze i dawne gwiazdy lekkoatletyki twierdzący, że Warszawa potrzebuje lekkoatletycznego stadionu na światowym poziomie. Po co? Na jeden mityng w roku? Sprowadzenie najlepszych kosztuje miliony euro, a trybuny na 15 tys. widzów i tak będą za małe na zawody najwyższej klasy.
Niedawny Memoriał Kusocińskiego nie zapełnił dużo mniejszego stadionu Orła. Na zawody z udziałem czołówki polskich lekkoatletów wystarczy kameralny stadion AWF. Do treningów potrzeba boisk lekkoatletycznych, a nie stadionów.
Teorie, że stadion Skry trochę na siebie zarobi, bo można na nim zorganizować koncerty, już tylko mnie śmieszą. Warszawa stolicą koncertów? Muzycy mają przecież utrzymać przy życiu Narodowy i stadion Legii, tor na Służewcu też by chciał swoje ugrać, a nie można zapomnieć o lotnisku na Bemowie.
Za to krew mnie zalewała, gdy Hanna Gronkiewicz-Waltz jeszcze rok temu twierdziła, że oferta irlandzkich deweloperów jest kusząca, "bo rozwiązuje problem sportu". Postawienie sportowego obiektu jeszcze niczego nie rozwiązuje. Pani prezydent powinna to doskonale wiedzieć. Np. miliony pieniędzy podatników poszły na tenisowy stadion Legii - niemal prywatne ranczo byłego starosty Hertla - choć w zupełności wystarczał obiekt na Warszawiance. A to tylko jeden z wielu problemów stołecznego sportu.
Dziś te same trybuny pękają ze starości, ale jestem przeciwny wydaniu milionów złotych na reanimację trupa. Wzruszam ramionami, gdy słyszę szantaż szefowej irlandzkiego dewelopera, że jeśli miasto nie zmieni planu zagospodarowania, jej firma na Skrze zbuduje hotele, ale na stadion nie da nawet złotówki. Troska budowniczych o sport jest w Warszawie znana. Na Sarmacie oznaczała upadek klubu. Kręcili się deweloperzy wokół Olimpii, kręcą przy Hutniku, mają chrapkę na Marymont.
Gdy tzw. inwestor pojawia się wokół klubu, inicjatywą tryskają od razu sportowi działacze. Na co dzień bierni, nieruszający się zza biurka, narzekający, że bez pieniędzy nie da się robić sportu, nabierają wigoru i całym sercem popierają deweloperów. Na Skrze już to przerabialiśmy. Pięć lat temu z klubu uciekły siatkarki i lekkoatleci, trenerzy też. Nie było ogrzewania i wody. Telefon i prąd bywały. Długi sięgnęły 20 mln zł. Dobrze miały się tylko ogródki piwne, prezes i dyrektor. Zrobili wielki biznes. Firmie inwestycyjnej z Wielkiej Brytanii sprzedali klubowe tereny za 2,3 mln dol. Czyli około 75 zł za m kw. Rok wcześniej ta sama ziemia została wyceniona przez rzeczoznawcę na 305 zł za m kw.!
Gdy komornik zajął konta klubu, trzyosobowy zarząd gminy Ochota jednogłośnie przegłosował zawieszenie postępowania komorniczego. Jednym z tych urzędników był Andrzej Boguta (SLD), czyli ówczesny i obecny prezes Skry, drugim Andrzej Borkowski (PO), członek zarządu klubu.
Dziś nie przekonują mnie sportowi działacze i dawne gwiazdy lekkoatletyki twierdzący, że Warszawa potrzebuje lekkoatletycznego stadionu na światowym poziomie. Po co? Na jeden mityng w roku? Sprowadzenie najlepszych kosztuje miliony euro, a trybuny na 15 tys. widzów i tak będą za małe na zawody najwyższej klasy.
Niedawny Memoriał Kusocińskiego nie zapełnił dużo mniejszego stadionu Orła. Na zawody z udziałem czołówki polskich lekkoatletów wystarczy kameralny stadion AWF. Do treningów potrzeba boisk lekkoatletycznych, a nie stadionów.
Teorie, że stadion Skry trochę na siebie zarobi, bo można na nim zorganizować koncerty, już tylko mnie śmieszą. Warszawa stolicą koncertów? Muzycy mają przecież utrzymać przy życiu Narodowy i stadion Legii, tor na Służewcu też by chciał swoje ugrać, a nie można zapomnieć o lotnisku na Bemowie.
Za to krew mnie zalewała, gdy Hanna Gronkiewicz-Waltz jeszcze rok temu twierdziła, że oferta irlandzkich deweloperów jest kusząca, "bo rozwiązuje problem sportu". Postawienie sportowego obiektu jeszcze niczego nie rozwiązuje. Pani prezydent powinna to doskonale wiedzieć. Np. miliony pieniędzy podatników poszły na tenisowy stadion Legii - niemal prywatne ranczo byłego starosty Hertla - choć w zupełności wystarczał obiekt na Warszawiance. A to tylko jeden z wielu problemów stołecznego sportu.
Przeczytaj także: Pole Mokotowskie: Badanie czy pranie mózgów
-
Re: Nie ma po co reanimować trupa Skry?
mr_kagan
22.06.09, 12:37
Po to, ze czlowiek nie samymi interesami i pilka nozna zyje...»
-
Nie ma po co reanimować trupa Skry
mickey_mouse_click
22.06.09, 14:38
Na jeden mityng w roku to szanowny redaktor może sobie sam pójść.2 mln mieszkańców i nie ma normalnego stadionu od lekkiej atletyki, dotreningów też.. Gdyby nie Euro 2012, na stadionie »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Czwartek na ulicach Warszawy [NA ŻYWO]
- Jak jeździć w czasie Euro? Szczegóły zmian w ruchu
- Zalegasz z czynszem? Trzy miesiące i pozew o eksmisję
- Auto za ponad milion rozbite w kolizji na Mokotowie
- Zamkną oddział ginekologiczny. Co zrobi 500 pacjentek?
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]





