W Anglii chodzą po trawie. A u nas?

Rozmawiała Agnieszka Kowalska
07.08.2009 aktualizacja: 2009-08-06 22:15
A A A Drukuj
Marta Trakul z Centrum Komunikacji Społecznej Fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta
- W letnie weekendy zapraszam na Zielone Debaty - o parkach, łąkach w środku miasta, przydomowych ogródkach - mówi Marta Trakul z Centrum Komunikacji Społecznej. Chce uwrażliwić miasto na potrzeby mieszkańców.
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Agnieszka Kowalska: Parki to gorący temat. Grodzić? Nie grodzić? Zakazać joggingu i wprowadzania psów czy maksymalnie otworzyć? Pierwsze Zielone Debaty dotyczyły właśnie parków. Były emocje?

Marta Trakul: Na szczęście tak. Bałam się małej frekwencji, bo sobotnie gorące południe w wakacyjnym okresie to nie najlepsza pora. Ale warszawiacy nie zawiedli.

To dlaczego teraz te debaty, w środku wakacji?

- Bo uważam, że jeśli już urządzać konsultacje społeczne, to wtedy, kiedy mogą mieć realny wpływ na rzeczywistość. Rzadko urzędnicy, specjaliści i mieszkańcy mogą spokojnie porozmawiać o istotnych planach, np. o parku Świętokrzyskim czy Skaryszewskim, zanim podjęte zostaną ostateczne decyzje.

O tak, to drażliwy temat. W naszej redakcji też zorganizowaliśmy debatę o Skaryszaku - grodzić i porządkować go na wzór parku Ujazdowskiego czy delikatnie tylko odświeżyć? Nie ukrywam, że jestem za tą drugą opcją, bo to mój ulubiony rekreacyjny park w Warszawie.

- Obie mają swoich zwolenników. Podobnie było z parkiem Znicza na Grochowie, który został super odnowiony i podzielił mieszkańców. Jedni mówią, że mają wreszcie czysty, uporządkowany kawałek zieleni z placem zabaw, gdzie mogą kulturalnie spędzać czas. Inni, że nie podoba im się to, że park jest ogrodzony i obowiązuje w nim mnóstwo zakazów.

Pytanie - po co w ogóle grodzić?

- Jest na pewno jedna racjonalna odpowiedź - bo z parków znikają rośliny. Dlatego takie z drogimi gatunkami są ogrodzone. Ale parki rekreacyjne już takimi być nie muszą. Bo czy dzięki temu będzie można się w nich poczuć bezpieczniej? Nie sądzę.

A chodzenie po trawie? Pierwszą Zieloną Debatę, która odbyła się na barce na Wiśle, zatytułowaliście: "Dlaczego Anglicy chodzą po trawie?".

- Tak, i najpierw wysłuchaliśmy historycznych opowieści o parkach europejskich i warszawskich. Skąd to się wzięło, że ci Anglicy chodzą po trawie, a Francuzi nie. O pierwszych ogrodach publicznych - gimnazjonach antycznej Grecji - gdzie prowadzono dysputy i organizowano zawody sportowe, swobodnie wykorzystywano przestrzeń. O otwartych XVIII-wiecznych ogrodach warszawskich - Saskim czy Krasińskich. Chcieliśmy, żeby historyczne tło było podstawą do dyskusji o tym, co aktualne, o Łazienkach na przykład.

To dopiero była kłótnia o te Łazienki w "Gazecie"! Dlaczego nie można jeździć na rowerze, biegać, leżeć na trawie. A ty? Spędzasz w ogóle swój wolny czas w Łazienkach?

- Ja nie spędzam. Ale mam w kwestii Łazienek dość konserwatywny pogląd. Uważam, że fajnie, że są takie miejsca, jestem za różnorodnością. To jest park muzeum, salon warszawski. I jest sporo ludzi, którzy się tam dobrze czują. Nie uważam, że wszędzie się powinno chodzić po trawie i jeździć na rowerze. Ale już ograniczenie korzystania z parku Skaryszewskiego byłoby zamachem.

Chcemy zapytać mieszkańców, co chcą w parkach robić, jak je planować pod kątem ich potrzeb. Przy okazji tej dyskusji chciałabym zrobić zajęcia z gier i zabaw parkowych. Pogramy sobie w palanta, bule, ringo i szachy.

Na Kępie Potockiej debatowaliście, gdzie jest zieleń w Warszawie poza parkami. Chodziło o działki?

- Nie tylko. Okazuje się, że park może przyjmować przeróżne formy. Architekt krajobrazu z SGGW Krzysztof Herman ogrodem nazywa nawet stragan z kwiatami lub choinkami. Zieleń miejska wykorzystywana jest w wielu akcjach artystycznych, happeningach. Mieszkańcy wykupują na przykład miejsca parkingowe i na jeden dzień, zamiast stawiać tam samochody, tworzą ogrody. Są guerille, partyzantki zieleni. Również w Warszawie mamy takie grupy bombardujące zaniedbane kwietniki nasionami.

Cmentarze też są ogromnymi terenami zieleni, które pełnią ważną funkcję biologiczną i rekreacyjną. Zwłaszcza te zabytkowe, po których się spaceruje. Na świecie często łączy się je z parkami. Są też zielone obszary przy torach kolejowych. No i jest również zieleń oddolnie tworzona przez mieszkańców: działki, balkony, zielone dachy. Taka, której miasto nie reguluje.

A pewnie by chciało. Pamiętasz o jaki ból głowy przyprawił urzędników Jacek Powałka, który samowolnie zaczął tworzyć park pod swoim blokiem na Kabatach?

- Eksperci i mieszkańcy mają różne wizje zieleni przyblokowej. Ci pierwsi nie mogą przeżyć, że ludzie sami sobie sadzą te ogródki, w niezgodzie z wszelkimi zasadami planowania zieleni. Że za duże drzewo wyrasta, za gęsto się sadzi. Ale może w takiej zieleni ludzie właśnie dobrze się czują? A może chcieliby się dowiedzieć, jak to profesjonalnie robić? Zobaczymy.

Pod koniec sierpnia Zielona Debata poświęcona będzie sztuce w przestrzeniach zielonych. Właśnie powstał w Warszawie pierwszy park nowoczesnej rzeźby na Bródnie. Tam się spotkacie z mieszkańcami?

- Tak. Chcemy zaprosić burmistrza, który tak się zaangażował w tworzenie tego parku, Pawła Althamera, który zaaranżował tam Raj, artystę Jarosława Kozakiewicza, który wykorzystuje zieleń w swoich projektach. Temat do dyskusji to m.in. "Pomniki czy rzeźby?".

Podziel się

  • bo to jest anglia a nie zasrana polska... uzdek98 07.08.09, 16:32

    podobnie jest we francji... ludzie moga lezec na trawniku nawet w ogrodach Tuilerii, ktore swoja historia wciagaja nosem cala warszawe i pol krakowa.... »

  • W Anglii chodzą po trawie. A u nas? toshiro32 07.08.09, 19:56

    W Chinach jedzą psy. I dlatego u nas też tak być powinno? W Anglii niech sobie chodzą po trawie, w stanach z bronią i co z tego.»

  • W Anglii chodzą po trawie. A u nas? jasio.4 08.08.09, 09:29

    Podobno Anglicy mówią, że trawnik to prosta sprawa: "trzeba posiać trawę, apotem ją pielęgnować przez 200 lat". U nas nawet jeżeli ktoś posieje (wmiejscu publicznym, to z pielęgnacją gorzej,»