Kulminacja street artu nad Wisłą

Agnieszka Kowalska
10.08.2009 aktualizacja: 2009-08-10 09:06
A A A Drukuj
Festiwal Street Art Doping Fot. Jacek Łagowski / Agencja G
  • Festiwal Street Art Doping
  • Festiwal Street Art Doping
  • Festiwal Street Art Doping
  • Festiwal Street Art Doping
Sobotni finał festiwalu Street Art Doping można śmiało nazwać modelową letnią imprezą warszawską.
SERWISY


Było wszystko, co trzeba: doskonała pogoda, odpoczynek na leżakach nad wodą, kiermasz autorskich ubrań, zimne napoje, kiełbaski z rusztu, sztuka tworzona na żywo przez artystów i koncerty do późnego wieczora. Była publiczność, która specjalnie przyszła na imprezę pod most Śląsko-Dąbrowski, byli też przypadkowi widzowie, którzy wybrali się na spacer albo przejażdżkę rowerową wzdłuż rzeki i zatrzymali się tu na dłużej, żeby zakosztować sztuki. - Jest jak za starych dobrych czasów, w latach 90., kiedy były uliczne jamy i dobry hip-hop. Doskonała zabawa - krzyczał wokalista Jarecki ze sceny zbudowanej na barce. Na Wiśle grały też inne hiphopowe zespoły, m.in. Mama Selita i Molesta, a publiczność rozsiadła się na betonowych schodkach bulwaru.

Przez cały dzień swoje murale malowali m.in. Swanski i M-City oraz goście z Wielkiej Brytanii - London Police i Will Barras. Niestety, nie wprost na murze, bo tego w ostatniej chwili zabronił wojewódzki konserwator zabytków, ale na przymocowanych do niego gipsowych płytach. Jednak nie było zgrzytu, bo organizatorzy zrobili to z dużym wyczuciem, tak że płyty były niemal niewidoczne.

Street Art Doping to pierwszy tak duży festiwal sztuki ulicznej w Warszawie. Zorganizowali go twórcy przewodnika "Citydoping" zachęceni przez ZDM, który wskazał ściany do legalnego malowania, oraz biuro promocji miasta, które zrozumiało, że street art może być świetną wizytówką stolicy i wabikiem dla turystów. Przez kilka letnich weekendów artyści malowali m.in. podpory mostu Łazienkowskiego na rondzie Sedlaczka, mural chopinowski pod Pałacem Kultury i hasło "Wolny Tybet" na skrzyżowaniu Kasprzaka i Prymasa Tysiąclecia.

Przy okazji festiwalu rozgorzała również na naszych łamach dyskusja o tym, czy sztuka uliczna powinna zmierzać w kierunku dużych festiwali organizowanych z inicjatywy miasta czy raczej spontanicznych akcji tworzonych wspólnie z lokalnymi społecznościami.

Robert Przepiórski, organizator festiwalu Street Art Doping, podsumowuje: - Myślę, że festiwal się udał, nowy blask zyskało kilka zaniedbanych dotąd ścian. Dużo się nauczyliśmy i mam nadzieję, że tę wiedzę wykorzystamy w przyszłym roku, tworząc jeszcze lepszą imprezę.

Przeczytaj także: Więcej graffiti, ale tylko ładnego



Podziel się