Burmistrz obiecuje mieszkanie emerytom z Mokotowa

Aneta Sewastynowicz
12.08.2009 aktualizacja: 2009-08-11 19:53
A A A Drukuj
Państwo Aleksandra i Zygmunt Powałowscy Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
Mieszkańcy z ul. Tatrzańskiej 2 nadal walczą, by puste mieszkania w ich budynku dzielnica przydzieliła parze nauczycieli emerytów. Ale urzędnicy szukają dla staruszków innego lokalu
SERWISY
O parze osiemdziesięciokilkulatków, którzy prawdopodobnie do końca roku będą musieli opuścić mieszkanie, pisaliśmy już dwa razy. Pan Zygmunt, były nauczyciel matematyki i dyrektor szkoły przy Niegocińskiej (Mokotów), dostał je przed 40 laty jako mieszkanie służbowe w zamian za zrzeczenie się innego. Teraz na miejscu ich domu ma być zbudowany basen.

- Powiedzieli, że będę mógł mieszkać tu do śmierci, a teraz krzyczą: wynoś się pan stąd! Dlaczego nie ostrzegli nas wcześniej - żali się starszy człowiek.

Kiedy wyglądało na to, że wraz z żoną będzie musiał wyprowadzić się donikąd, pomoc zaoferowali członkowie wspólnoty z ul. Tatrzańskiej 2. Zaproponowali, by Powałowscy zajęli należące do miasta mieszkanie w ich budynku. Na to jednak nie zgadzają się urzędnicy z Mokotowa, bo jak mówią lokal ma nieuregulowany stan prawny.

- Ponoć na dziko mieszka tu siostra poprzedniego lokatora. Ale przecież my wiemy, że nikogo tam już nie ma i nikt nie jest zameldowany. Mieszkanie jest zamknięte na cztery spusty i niszczeje. Wystarczyłoby, gdyby urzędnicy wymienili zamki. Ale pewnie nie chcą tego zrobić, bo to piękne mieszkanie - krzyczy Halina Krysiak, przedstawicielka mieszkańców.

W poniedziałek w mokotowskim urzędzie odbyło się kolejne spotkanie w sprawie lokalu dla Powałowskich. - Z mieszkaniem na Tatrzańskiej nie jest tak łatwo - mówi wiceburmistrz Mokotowa Grzegorz Okoński. - Tamta kobieta mimo wezwań nie oddała kluczy. Może wniesiemy do sądu o eksmisję, tylko że to procedura czasochłonna. Każde mieszkanie jest dla nas na wagę złota, więc na pewno doprowadzimy do jego opróżnienia, czy to dla Powałowskich, czy dla kogoś innego z 600. oczekujących - mówi Okoński.

Sposobem załatwiania sprawy Powałowskich irytuje się ich wnuczka Magdalena Biejat. - Dziadkowie nie dostali oficjalnego pisma, że mają się wyprowadzić. Od marca przychodzą do nich urzędnicy i mówią, że taka konieczność zajdzie, ale nie mówią kiedy. Urzędnicy z Mokotowa chcieli też nakłonić ich do podpisania u notariusza zgody na dobrowolną eksmisję, na szczęście notariusz się nie zgodził.

Rodzina poinformowała o wszystkim rzecznika praw obywatelskich, który wysłał już pismo do mokotowskiego ratusza.

Okoński tłumaczy, że co prawda pism informujących o konieczności wyprowadzki nie było, ale w aktach są notatki ze spotkań z nim, więc Powałowscy są świadomi tego, co się dzieje. Urząd proponował im mieszkania zastępcze, ale nie spełniały one ich oczekiwań. - Prawdopodobnie za dwa tygodnie przedstawimy Powałowskim parterowy lokal przy Iwickiej (45 m kw.), w którym przeprowadzimy kapitalny remont. Myślę, że to będzie bardzo korzystna propozycja - mówi Okoński.

Przeczytaj także: Hałas? Książki też mogą przeszkadzać sąsiadom



Podziel się