Ulica Fucika, czyli jak zdekomunizować Czecha

Jarosław Osowski
03.09.2009 aktualizacja: 2010-01-05 21:48
A A A Drukuj
Juliusz Fucik - komunista Fot. wikipedia
  • Juliusz Fucik
  • Wuj komunisty, także Juliusz Fucik, ale kompozytor
Dekomunizacja patronów warszawskich ulic przekracza już granice kraju. Tym razem radni wzięli pod lupę "ortodoksyjnego zwolennika stalinizmu" z Czechosłowacji. Chcą go zastąpić bardziej prawomyślnym krewnym o tym samym imieniu i nazwisku
Ulica Juliusza Fucika jest tak niewielka, że ledwo ją odnajdujemy wśród willi na Sadybie. - Sympatyczne nazwisko, choć nikt dotąd nie wiedział, że to aż tak romantyczny bohater - stwierdza z przekąsem radny Michał Grodzki z PiS. - Sprawdzałam w IPN-ie: to bardzo nieciekawa postać - dodaje jego klubowa koleżanka Olga Johann, wiceprzewodnicząca Rady Warszawy. Oboje przekonują, że Fucik prawdopodobnie był agentem - przed wojną Związku Radzieckiego, a po agresji Hitlera - Niemców.

W informacji dla wicedyrektor biura kultury w ratuszu Małgorzaty Naimskiej czytamy tylko, że w 1942 r. trafił do więzienia, w celi napisał "Reportaż spod szubienicy", a po roku został stracony w Berlinie. "Po wojnie czechosłowaccy komuniści uczynili go jedną z ikon propagandy, czyniąc go symbolem oporu przeciw Niemcom. Jego książki wydawano w wielotysięcznych nakładach, jego imieniem nazywano ulice, skwery i fabryki" - brzmi informacja. Patronem ulicy na Sadybie został w 1960 r., choć w ratuszu brak tekstu stosownej uchwały.

Nikt by się pewnie Fucikiem nie zainteresował, gdyby nie porządki w wydziale geodezji. Okazało się, że już w 1990 r. radni przegłosowali, że ul. Fucika zamieni się w Sopocką. O tyle logiczne, że dookoła przeważają nazwy nawiązujące do uzdrowisk i kurortów: Truskawiecka, Iwonicka, Buska, Żegiestowska, Kołobrzeska... Decyzja sprzed 19 lat nigdy jednak nie doczekała się realizacji. Wprawdzie Sopocka widnieje na niektórych mapach, ale domy wciąż mają adresy od ul. Fucika. Według urzędników zmiany domaga się jeden z ok. 50 właścicieli, ale reszta "ma Sopocką w nosie i żąda Fucika".

- A dlaczego nie Fucik? Bo miał swoją wizję świata, która nie pasuje do obecnego kanonu III RP? - pyta pan Maciej z Grupy Białko, która ma siedzibę pod numerem 13. Na środku jezdni właśnie przeprowadza próbę artystyczną. Przed garażem stoi popiersie Lenina. - Rzeczywiście śmiesznie to wygląda w kontekście tego sporu, ale proszę się nie doszukiwać drugiego dna. To koleżanka dała nam tego Lenina na przechowanie.

Sąsiadka uchyla okno. - Że Fucik to komunista? Ale był też chyba literatem - pociesza się. - Mnie on nie przeszkadza. Lepiej nic nie zmieniać, bo to tylko problemy administracyjne.

- Fajnie byłoby mieć Sopocką, ale Fucik podobno też ładnie malował, więc nie był chyba taki zły - dodaje Elżbieta Krycińska-Kamińska z drugiego końca ulicy i podkreśla: - Bardziej niż ten patron przeszkadza nam brak ekranów akustycznych. Mamy tu okropny hałas od strony ul. Sobieskiego. Błagam, zróbcie coś z tym!

Radni muszą jednak wybrać, komu ostatecznie przypadnie podwójnie nazwana ulica: Fueikowi czy Sopotowi. Wobec oporu mieszkańców przeciw zmianie znaleźli salomonowe rozwiązanie. Zamierzają powiesić tablicę informacyjną, że ulica upamiętnia identycznie nazywającego się wuja Juliusza Fueika. Chodzi o kompozytora z przełomu XIX i XX w., którego koncerty gromadziły nawet ponad 10 tys. słuchaczy. Z informacji ratusza wynika, że "był autorem ponad 300 marszów, polek i walców, które w Czechach powszechnie uznaje się za patriotyczne".

We wrześniu sprawą zajmie się Zespół Nazewnictwa Miejskiego. Precedens był już w zeszłym roku na Bródnie, gdzie ulicę Aleksandra Kowalskiego (komunisty) przemianowano na Aleksandra Kowalskiego - hokeisty. Zmiana sprowadziła się do przytwierdzenia na jednym z bloków tablicy z życiorysem nowego patrona.

Przeczytaj także: Pis nie odpuści dekomunizacji ulic



Podziel się