Cel: 42 km i 195 m

Grzegorz Miecznikowski
26.09.2009 aktualizacja: 2009-09-27 09:05
A A A Drukuj
Jan Pawiński Fot. BARTOSZ BOBKOWSKI
  • Mariusz, Wioletta i Iza Michalakowie
Ponad 4 tys. osób wystartuje w niedzielę w Maratonie Warszawskim. Większość z nich nie dla sportowego wyniku. Dlaczego więc?

Relacja na żywo z 31. Warszawskiego Maratonu



Dla hartu ducha

Mariusz Michalak, 45 lat, dyrektor biura informatyki Wojskowej Agencji Mieszkaniowej. Biega od pięciu lat.

Wcześniej próbowałem jazdy na rowerze i pływania. Jednak te dyscypliny wymagają kupienia sprzętu i odpowiedniego miejsca, a biegać mogę wszędzie. Wystarczy, że na delegację spakuję sportowe buty.

W bieganiu kibicują mi żona Wioletta i 24-letnia córka Patrycja. Od dwóch lat żona biega razem ze mną. Na początku miała pretensje, że nie spędzam z nią czasu w domu, tylko wychodzę. Teraz ma pretensje, że nie biegam z nią. Córka też się już wciągnęła w ten sport. Dzięki bieganiu możemy spędzić ze sobą trochę czasu. Warszawa wymusza duże tempo życia, ale jak biegasz, łatwiej dostrzegasz rzeczy, które normalnie umykają.

To będzie mój drugi maraton. Trenuję co drugi dzień. Biegam przez most Siekierkowski, truchtem zdobywam schody Sanktuarium Matki Boskiej. I czuję się wtedy jak Rocky Balboa w pamiętnej scenie z filmu "Rocky".

W swoim zawodzie mierzę się z planami długoterminowymi, oporem ludzi, problemami. Trzeba sobie z tym poradzić. Bieganie na długich dystansach to szkoła charakteru. To maraton dał mi hart ducha, upór, wolę walki i zwycięstwa.

Dla wolności

Małgorzata Petlińska-Kordel, 24 lata. Zajmuje się marketingiem i public relations w jednym z największych domów maklerskich w Polsce. Biega od dwóch lat.

W czerwcu obroniłam pracę magisterską z dziennikarstwa, od października zaczynam kolejne studia na SGH. Czas mam wypełniony po brzegi.

Do biegania zmotywował mnie mąż, który stał się moim trenerem. Jednak z nas dwojga tylko ja pozostałam wierna temu sportowi, bo moja druga połówka poszła w kulturystykę. Nadal mogę jednak liczyć na niego w kwestii treningów i przygotowania do długodystansowych biegów.

Jako nastolatka nie lubiłam biegania. W szkole byłam wystawiana do zawodów w sprincie, co było istną męczarnią. Czas jednak mijał, przybyło obowiązków, za to zaczęło brakować świeżego powietrza. Spacer to nuda. Tylko bieganie daje mi prawdziwy odpoczynek. Początkowo było dla niej metodą na pozbycie się stresu po męczącym dniu w pracy. Teraz daje mi wolność, poczucie pełnej kontroli, pewność siebie, dystans do bieżących spraw, wyciszenie i smukłą figurę.

To będzie mój pierwszy maraton - do tej pory biegałam w półmaratonach. Najbardziej boję się bólu w lewym kolanie, z którym od dawna mam problem. Zejście z trasy nie wchodzi jednak w grę. Także dlatego, że będę miała osobistego fotografa w postaci mojego męża, więc muszę prezentować się doskonale na każdym odcinku (śmiech). To nie jest trasa nie do pokonania. Dzień po maratonie mam wolny, więc będę mogła rozchodzić ewentualne naciągnięcia mięśni. A od wtorku wskakuję w szpilki i idę do pracy.

Dla wyciszenia

Monika Puszyńska, 30 lat, pracuje w banku jako doradca klienta. Biega od trzech lat.

Spędzam za biurkiem osiem godzin dziennie. W pewnym momencie poczułam, że muszę zacząć coś robić, żeby się rozruszać po pracy. Zaczęło się od tego, że w 2007 r. kibicowałam na mecie maratonu swojemu przyjacielowi Szczepanowi. Teraz jesteśmy parą - to on zaraził mnie biegacką pasją. Bieganie daje mi drugie życie, staję się inną osobą: czuję się jak Superman albo Batman.

W ubiegłym roku przebiegłam w Warszawie swój pierwszy maraton. Nie miałam kontuzji, nie czułam bólu kolan. Do mety dobiegłam bez problem w 5 godzin 18 minut. Miesiąc później wystartowałam w maratonie w Poznaniu. Tam było ciężej. Na trasie pękłam, nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Na mecie płakałam ze zmęczenia. Powiedziałam sobie: dość maratonów. Ale to uzależnia. I teraz znowu startuję. Chciałabym biegać dwa, trzy maratony rocznie. Uwielbiam lekką rywalizację, z każdym startem będę lepsza, a to przekłada się też na życie prywatne i zawodowe.

Mam też drugą pasję: tańczę salsę. Jedno z drugim świetnie współgra. Dzięki tańcowi mam prostą sylwetkę, dzięki bieganiu - wytrzymałość w tańcu. Mój cel to złamanie 5 godzin w maratonie. Mam czas. Bieganie nie znudzi mi się do końca życia. To dla mnie nie tylko sposób na zdrowie i sylwetkę, ale także na wyciszenie. Niektórzy rozmawiają w czasie biegu, ale ja traktuję to jako swój sposób na bycie w samotności.

Dla przykładu

Iza i Piotr Antosiewiczowie, mają po 37 lat. On zarządza sprzedażą w jednym z towarzystw ubezpieczeniowych, ona jest radną dzielnicy Wesoła. Biegają od trzech lat.

Podziel się