Chce się pozbyć lokatorów. Odciął gaz i wodę
30.09.2009
aktualizacja: 2009-09-29 20:33
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Jak pozbyć się niechcianych lokatorów? Zakręcić im gaz, odciąć wodę, zamknąć bramę na noc, a za otwarcie brać 5 zł. Tak zrobił Kris Kozłowski. Właściciel kamienicy przy Kępnej 15
ZOBACZ TAKŻE
- Niepełnosprawni chcą mieć coś do dodania (09-11-09, 05:00)
- Mieszkaniec prywatnej kamienicy walczy o prawa lokatorów (31-10-09, 13:00)
- Lokatorzy na Pradze sami szukają pustostanów (30-10-09, 11:00)
- Co dziesiąte mieszkanie komunalne wynajęte na lewo (23-10-09, 10:00)
- Lokatorzy wtargnęli do gabinetu wiceprezydenta (13-08-09, 09:00)
- Porady dla praskich lokatorów (26-05-09, 22:00)
- Lokatorzy protestowali przeciw wysokim czynszom (27-04-09, 17:26)
- Lokatorzy: Jesteśmy jak bezdomne psy (02-04-09, 10:00)
SERWISY
O tym domu pisaliśmy już w "Gazecie". W 2005 r. odzyskała go rodzina Kozłowskich z USA. Mieszkało w nim wtedy kilka rodzin z kwaterunku. Niektórzy, tak jak państwo Rakowscy, od ponad 40 lat. - Już ze trzy lata mijają, jak nie mamy gazu. Od lutego nie ma wody. W piwnicy jest kranik i tam schodzimy kilka razy dziennie z wiaderkami. Mam 77 lat, mieszkamy z żoną na drugim piętrze i już nie daję rady - opowiada pan Franciszek.
Dziś w kamienicy zostały już tylko dwie rodziny. Czekają na lokale zastępcze od miasta. Z Kępnej mają się wyprowadzić do 29 października. Od dozorczyni dostali już stawki nowych czynszów - od listopada Rakowscy mają płacić za swoje mieszkanie 2 tys. miesięcznie, a państwo Gregorczuk 3,8 tys. - Razem z mężem nawet tyle nie zarabiamy - martwi się pani Marzenna Gregorczuk.
Franciszek Rakowski: - Urzędnicy z dzielnicy szukają dla nas mieszkań, ale czy do listopada coś znajdą, nie wiem. Do domu starców przecież nie pójdziemy.
Syn Kozłowskich, który mieszka w Warszawie, powiadomił w lutym lokatorów, że na skutek awarii w ogóle już nie będzie wody w mieszkaniach. - Wezwaliśmy fachowców z wodociągów. Awarię usunięto, ale wody jak nie było, tak nie ma - żali się Marzenna Gregorczuk. - Głupia wierzyłam, że naprawdę chodzi o awarię. Kozłowscy robią nam na złość. A co my jesteśmy winni? Gdybym miała gdzie, już dawno bym się stąd wyprowadziła.
Ostatnio właściciel, który jest teraz w Polsce, zarządził, że będzie zamykać bramę po 23 do 6 rano. Do tej pory każdy z lokatorów miał swój klucz. Teraz ma go tylko Kozłowski. I każe sobie za otwarcie bramy po 23 płacić 5 zł. Kiedy Marzenna Gregorczuk w niedzielę wieczorem nie mogła wyjść z kamienicy, wezwała policję. Funkcjonariusze zabronili Kozłowskiemu zamykać bramę. - Jak zrobi to jeszcze raz, znowu zadzwonię na policję. Moja umowa wygaśnie pod koniec października. Do tego czasu mam prawo tu mieszkać - mówi pani Marzenna.
Lokatorzy twierdzą, że syn Kozłowskich i sam właściciel obrażają ich. - Idę z tymi wiaderkami po schodach i słyszę, jak krzyczą do mnie: "Dziadzie, do nory!" - skarży się pan Franciszek.
Kiedy pani Marzenna prosiła właściciela o usunięcie awarii kanalizacji, w odpowiedzi dostała od niego e-maila: "Problem polega na tym, że w budynku jest za dużo gówna, zarówno ludzkiego, jak i psiego. Jak tylko gówno opuści budynek, wszystkie problemy przestaną istnieć. Bo budynek jest deficytowy, dopóki siedzi w nim gówno".
Udało się nam zdobyć numer do Renaty Kozłowskiej, żony właściciela. - Wszystko jest na dobrej drodze. Lokatorzy się wyprowadzają - mówi. A co z zamykaniem bramy? - To bicie piany. Nam chodziło o bezpieczeństwo. Lokatorzy na podwórko wpuszczali pijaków - tłumaczy. Nie chce komentować e-maila, którego jej mąż wysłał do pani Gregorczuk.
- Współczuję tym ludziom. Wiemy, przez co przechodzą - mówi Bogumiła Sosińska, naczelniczka wydziału zasobów lokalowych w ratuszu Pragi-Północ. Zapewnia, że urząd szuka dla lokatorów mieszkań, by jak najszybciej wyprowadzić ich z Kępnej 15.
Tymczasem na kamienicy pojawiła się już reklama o lokalach do wynajęcia. - Mieszkania bez wody i gazu wynajmą? Znając życie, jak tylko się wyprowadzimy, żadnej awarii w budynku już nie będzie - kwituje Marzenna Gregorczuk.
Dziś w kamienicy zostały już tylko dwie rodziny. Czekają na lokale zastępcze od miasta. Z Kępnej mają się wyprowadzić do 29 października. Od dozorczyni dostali już stawki nowych czynszów - od listopada Rakowscy mają płacić za swoje mieszkanie 2 tys. miesięcznie, a państwo Gregorczuk 3,8 tys. - Razem z mężem nawet tyle nie zarabiamy - martwi się pani Marzenna Gregorczuk.
Franciszek Rakowski: - Urzędnicy z dzielnicy szukają dla nas mieszkań, ale czy do listopada coś znajdą, nie wiem. Do domu starców przecież nie pójdziemy.
Syn Kozłowskich, który mieszka w Warszawie, powiadomił w lutym lokatorów, że na skutek awarii w ogóle już nie będzie wody w mieszkaniach. - Wezwaliśmy fachowców z wodociągów. Awarię usunięto, ale wody jak nie było, tak nie ma - żali się Marzenna Gregorczuk. - Głupia wierzyłam, że naprawdę chodzi o awarię. Kozłowscy robią nam na złość. A co my jesteśmy winni? Gdybym miała gdzie, już dawno bym się stąd wyprowadziła.
Ostatnio właściciel, który jest teraz w Polsce, zarządził, że będzie zamykać bramę po 23 do 6 rano. Do tej pory każdy z lokatorów miał swój klucz. Teraz ma go tylko Kozłowski. I każe sobie za otwarcie bramy po 23 płacić 5 zł. Kiedy Marzenna Gregorczuk w niedzielę wieczorem nie mogła wyjść z kamienicy, wezwała policję. Funkcjonariusze zabronili Kozłowskiemu zamykać bramę. - Jak zrobi to jeszcze raz, znowu zadzwonię na policję. Moja umowa wygaśnie pod koniec października. Do tego czasu mam prawo tu mieszkać - mówi pani Marzenna.
Lokatorzy twierdzą, że syn Kozłowskich i sam właściciel obrażają ich. - Idę z tymi wiaderkami po schodach i słyszę, jak krzyczą do mnie: "Dziadzie, do nory!" - skarży się pan Franciszek.
Kiedy pani Marzenna prosiła właściciela o usunięcie awarii kanalizacji, w odpowiedzi dostała od niego e-maila: "Problem polega na tym, że w budynku jest za dużo gówna, zarówno ludzkiego, jak i psiego. Jak tylko gówno opuści budynek, wszystkie problemy przestaną istnieć. Bo budynek jest deficytowy, dopóki siedzi w nim gówno".
Udało się nam zdobyć numer do Renaty Kozłowskiej, żony właściciela. - Wszystko jest na dobrej drodze. Lokatorzy się wyprowadzają - mówi. A co z zamykaniem bramy? - To bicie piany. Nam chodziło o bezpieczeństwo. Lokatorzy na podwórko wpuszczali pijaków - tłumaczy. Nie chce komentować e-maila, którego jej mąż wysłał do pani Gregorczuk.
- Współczuję tym ludziom. Wiemy, przez co przechodzą - mówi Bogumiła Sosińska, naczelniczka wydziału zasobów lokalowych w ratuszu Pragi-Północ. Zapewnia, że urząd szuka dla lokatorów mieszkań, by jak najszybciej wyprowadzić ich z Kępnej 15.
Tymczasem na kamienicy pojawiła się już reklama o lokalach do wynajęcia. - Mieszkania bez wody i gazu wynajmą? Znając życie, jak tylko się wyprowadzimy, żadnej awarii w budynku już nie będzie - kwituje Marzenna Gregorczuk.
Przeczytaj także: Ratusz obiecuje pomoc nieznanym lokatorom
-
Zamiast płakać zgłoście przestępstwo do prokurator
elzbietawypych
03.10.09, 15:52
do prokuratora. To co robi ten facet to zagrożenie dla waszego zdrowia i życia. Nie dawać się!!! Walczyć!!!elzbietawypych.onet.blog.pl»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Miał być ważny węzeł, ale zniknął. Gdzie jest Konotopa?
- Piątek na ulicach Warszawy [25.05.2012]
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Centrum tonie w reklamach. Najbrzydsze rondo w mieście?
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


