Dzięki internetowi my też możemy planować swoje miasto

Rozmawiała: Agnieszka Kowalska
22.01.2010 aktualizacja: 2010-01-27 15:56
A A A Drukuj
Aleksandra Wasilkowska (rocznik 1978) - architektka, absolwentka Wydziału Architektury na Politechnice Warszawskiej oraz Ecole d'Architecture de Bretagne we Francji. Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Każdy z nas powinien brać udział w planowaniu swojego miasta - mówi architektka Aleksandra Wasilkowska. I przekonuje, że dzięki internetowi dopiero teraz jest to naprawdę możliwe.
Agnieszka Kowalska: Chcesz, by warszawiacy mieli takie miejsce w internecie, gdzie mogliby uczestniczyć w planowaniu miasta już na etapie przygotowywania projektu.

Aleksandra Wasilkowska: Tak. Internet jest dobrym narzędziem. W Londynie testowana jest już taka platforma internetowa Virtual London, dzięki której w procesie projektowania miasta mogą uczestniczyć mieszkańcy, urbaniści, urzędnicy i inwestorzy oraz specjaliści z innych dziedzin związanych z akustyką, klimatem czy demografią.

Ty stworzyłaś zalążek takiej internetowej platformy dla Warszawy. Jak to działa?

- To rodzaj trójwymiarowej mapy, jak w programie Google Earth. Z tym, że tu możemy zobaczyć zarówno już istniejące budynki, jak i te planowane.

I powiedzmy, że przychodzi do ratusza inwestor, który chce zbudować wieżowiec. Proponowany projekt wstawia się w tę wirtualną przestrzeń i przechodzi w niej kilka faz testu. Najpierw specjalny program sprawdza, czy taka kubatura i funkcja mieszczą się w odgórnie wyznaczonych przez miasto widełkach proporcji wszystkich inwestycji na danym terenie. Następnie testuje wpływ inwestycji na środowisko, na system drogowy. Potem zaczyna się publiczna debata. Każdy może ten pomysł skomentować, zadać pytanie, na które odpowiadają specjaliści. Negocjacje odbywają się jeszcze na etapie projektowania. A nie tak jak obecnie - plany powstają przy zamkniętych drzwiach i jako gotowy produkt udostępniane są do konsultacji społecznych. To jest fikcja, konsultacje pro forma.

Ale czy to nie wydłuża strasznie czasu realizacji projektów? Gdybyśmy tak negocjowali np. Stadion Narodowy, to z pewnością nie zdążylibyśmy do 2012 roku.

- Dlatego potrzebne są technologie, które spowodują, że dyskusje będą bardziej efektywne, a zebrane informacje - ogólnie dostępne. Teraz projekty też się konsultuje, tyle że w zaciszu pracowni i gabinetów. Mieszkańcy dowiadują się ostatni.

Twoja internetowa platforma "Em_Wwa 1.0" dotyczy pl. Defilad. Dlaczego wybrałaś to miejsce?

- Bo najlepiej pokazuje problemy związane z projektowaniem w naszym mieście.

Wiemy, jak jest. Co kilka lat powstają nowe wizje zagospodarowania przestrzennego placu. Zanim zdążymy się z nimi dobrze zapoznać, już tracą na aktualności. Przestają odpowiadać potrzebom mieszkańców i można je wyrzucić do kosza. Te "wizje" pokazują też, jaka jest polityka miasta - wyrzucanie tego, co spontaniczne, poza nawias miasta.

Mówisz o straganach i hali KDT?

- Tak, o wszystkim, co tam przez lata samoczynnie narosło. Najpierw miasto na to pozwala, a potem nie potrafi tego w mądry sposób wchłonąć.

Wchłonąć? Mamy tam zostawić ohydny blaszak KDT?

- Nie, nie o to chodzi, żeby zostawiać to w takim stanie. Ale bazar w tym miejscu był wyrazem konkretnej, bardzo naturalnej potrzeby. I ona nie zniknie tylko dlatego, że urbanista zaplanuje inaczej. Na całym świecie targowiska rozkładają się na najważniejszych ulicach i placach. Pytanie, dlaczego właściwie tutaj miałoby tak nie być? Na pl. Defilad nie powinny powstawać same duże inwestycje albo wyłącznie biura, bo stworzymy sobie martwe city.

Czyli twoim zdaniem powinien tam stanąć proponowany przez kupców nowy dom towarowy?

- Dlaczego nie? Oczywiście pomijam zaproponowaną przez nich formę, która była fatalna - taki typowy komercyjny budynek z przedmieść. Ale może bazar powinien pozostać w formie estetycznie zaprojektowanych mobilnych straganów? Trzeba brać pod uwagę te zjawiska, które wyłaniają się oddolnie. To, co się w mieście dzieje, jak ludzie tu żyją.

Na przykład jak wydeptują sobie ścieżki w parku?

- Dokładnie. W mojej książce umieściłam zdjęcia ośnieżonego placu Defilad widzianego z tarasu Pałacu Kultury, z plątaniną wydeptanych przez ludzi ścieżek. I to jest dla urbanisty bardzo ważna informacja, którędy poza zaprojektowanymi chodnikami chodzą ludzie.

Londyński instytut CASA zajmuje się takimi badaniami. Za pomocą modeli algorytmicznych i symulacji analizuje miasto w całej jego złożoności, np. interakcje ludzi w przestrzeni miejskiej. Prof. Michael Batty przebadał ostatnio, jak zwiedzający poruszają się po muzeum Tate Britain. Okazało się, że odwiedzają najczęściej sale ze sztuką dawną, nie zaglądając prawie w ogóle do sztuki współczesnej.

Podziel się