Dzień w Sejmie. To było straszne
24.01.2010
aktualizacja: 2010-01-25 19:06
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Polski Sejm od lat zajmuje ostatnie miejsca w sondażach zaufania publicznego, ostatnio ufał mu co piąty obywatel, a bywało jeszcze gorzej. Co innego jednak przeczytać dane statystyczne, co innego przekonać się na własnej skórze, jak wygląda praca parlamentu. Miałem tę wątpliwą przyjemność w minioną środę, kiedy w Sejmie odbywała się pierwsza od lat debata o polityce kulturalnej.
ZOBACZ TAKŻE
- Szelmostwa Montowni (25-01-10, 18:49)
Długo nie zapomnę tego poranka. Wyobraźcie sobie salę zapełnioną w dwóch trzecich posłami i posłankami. Czyżby przyszli tak tłumnie dyskutować o kulturze? Nic podobnego, wpadli na otwarcie obrad, żeby podbić listę, szkoda stracić dietę.
Nikt nie zwraca najmniejszej uwagi na przemawiającego ministra kultury, panuje atmosfera luźnego spotkania towarzyskiego. Jedni przeglądają gazety, inni odpowiadają na esemesy, jeszcze inni gawędzą sobie swobodnie o pogodzie i opowiadają najświeższe kawały.
Czasem jakiś poseł czy posłanka rzuci nieprzytomnym wzorkiem na mówcę, aby po sekundzie wrócić do przerwanej rozmowy. Kto by tam słuchał o jakiejś Lupie czy Warlikowskim.
Wszystko to przypomina lekcję polskiego w specjalnej szkole dla trudnej młodzieży, brakuje tylko siedzenia na ławkach i puszczania muzyki z komórek. Po kwadransie parlamentarzyści przeciągają się i zaczynają leniwie opuszczać salę obrad. Dochodzi dziesiąta i trzeba coś zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem. Właśnie zaczęło się przesłuchanie Druha Drużynowego z CBA, w korytarzach kłębią się ekipy telewizyjne, czas do roboty, kamery czekają.
Pierwszy wytacza się prezes Jaro, za nim jego wąsaty i brzuchaty dwór, w ich ślady podąża Lewica i PSL. Po kolejnym kwadransie na sali zostają niedobitki, głównie z PO. Gwar cichnie, można w końcu posłuchać, co ma do powiedzenia Zdrojewski, cóż z tego jednak, kiedy nie ma komu. Razem ze strażnikami, marszałkiem i wycieczką emerytów jest nas jakieś 30 osób. Zapowiedzi nowej konstytucji dla kultury padają w próżnię.
Po wystąpieniu ministra do głosu zapisuje się nadspodziewanie wielu posłów - prawie 30 - więcej, niż było na sali. Niestety, poza Kazimierzem Ujazdowskim, byłym ministrem kultury w rządzie PiS, który pyta o kalendarz legislacyjny i szanse na wzrost publicznych nakładów na kulturę, wystąpienia są na ogół jałowe i służą załatwianiu lokalnych interesów. Zdarzają się też kurioza:
1. Poseł Sławecki (PSL) oburza się, że w noworocznym koncercie z Wiednia zabrakło utworów Chopina,
2. Poseł Girzyński (PiS) ostrzega przed przejęciem rocznicy bitwy pod Grunwaldem przez Litwinów,
3. Poseł Pięta (PiS) oskarża homolewicę o przejęcie Muzeum Narodowego w Warszawie. To zresztą jedyne momenty, kiedy sala się ożywia.
Po debacie minister zaprasza parlamentarzystów na recital chopinowski w wykonaniu Piotra Palecznego. Lepiej byłoby sprowadzić do Sejmu Macieja Zembatego, aby wykonał swoją starą pieśń z Salonu Niezależnych pt. "Sejm kalek": "Przedstawiciel paranoi/wstał, nikogo się nie boi/Będzie chyba całkiem szczery/gdyż przy sobie ma papiery/ Stuk, puk laską w podłogę/sejm, sejm wyraża zgodę/Stuk, puk laską o blat/sejm mówi: "Tak!". Byłby to utwór bardziej stosowny do tego czasu i miejsca.
Nikt nie zwraca najmniejszej uwagi na przemawiającego ministra kultury, panuje atmosfera luźnego spotkania towarzyskiego. Jedni przeglądają gazety, inni odpowiadają na esemesy, jeszcze inni gawędzą sobie swobodnie o pogodzie i opowiadają najświeższe kawały.
Czasem jakiś poseł czy posłanka rzuci nieprzytomnym wzorkiem na mówcę, aby po sekundzie wrócić do przerwanej rozmowy. Kto by tam słuchał o jakiejś Lupie czy Warlikowskim.
Wszystko to przypomina lekcję polskiego w specjalnej szkole dla trudnej młodzieży, brakuje tylko siedzenia na ławkach i puszczania muzyki z komórek. Po kwadransie parlamentarzyści przeciągają się i zaczynają leniwie opuszczać salę obrad. Dochodzi dziesiąta i trzeba coś zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem. Właśnie zaczęło się przesłuchanie Druha Drużynowego z CBA, w korytarzach kłębią się ekipy telewizyjne, czas do roboty, kamery czekają.
Pierwszy wytacza się prezes Jaro, za nim jego wąsaty i brzuchaty dwór, w ich ślady podąża Lewica i PSL. Po kolejnym kwadransie na sali zostają niedobitki, głównie z PO. Gwar cichnie, można w końcu posłuchać, co ma do powiedzenia Zdrojewski, cóż z tego jednak, kiedy nie ma komu. Razem ze strażnikami, marszałkiem i wycieczką emerytów jest nas jakieś 30 osób. Zapowiedzi nowej konstytucji dla kultury padają w próżnię.
Po wystąpieniu ministra do głosu zapisuje się nadspodziewanie wielu posłów - prawie 30 - więcej, niż było na sali. Niestety, poza Kazimierzem Ujazdowskim, byłym ministrem kultury w rządzie PiS, który pyta o kalendarz legislacyjny i szanse na wzrost publicznych nakładów na kulturę, wystąpienia są na ogół jałowe i służą załatwianiu lokalnych interesów. Zdarzają się też kurioza:
1. Poseł Sławecki (PSL) oburza się, że w noworocznym koncercie z Wiednia zabrakło utworów Chopina,
2. Poseł Girzyński (PiS) ostrzega przed przejęciem rocznicy bitwy pod Grunwaldem przez Litwinów,
3. Poseł Pięta (PiS) oskarża homolewicę o przejęcie Muzeum Narodowego w Warszawie. To zresztą jedyne momenty, kiedy sala się ożywia.
Po debacie minister zaprasza parlamentarzystów na recital chopinowski w wykonaniu Piotra Palecznego. Lepiej byłoby sprowadzić do Sejmu Macieja Zembatego, aby wykonał swoją starą pieśń z Salonu Niezależnych pt. "Sejm kalek": "Przedstawiciel paranoi/wstał, nikogo się nie boi/Będzie chyba całkiem szczery/gdyż przy sobie ma papiery/ Stuk, puk laską w podłogę/sejm, sejm wyraża zgodę/Stuk, puk laską o blat/sejm mówi: "Tak!". Byłby to utwór bardziej stosowny do tego czasu i miejsca.
-
Dzień w Sejmie. To było straszne
ar.co
25.01.10, 19:50
Immunitet immunitetem, ale może by wprowadzić jednak "sprawdzanie listy" na koniec lekcji... tj. przepraszam, posiedzenia (pomyliło mi się z podstawówką), i nieobecnym pojechać po ocenie ze »
-
Dzień w Sejmie. To było straszne
baca56
25.01.10, 23:53
Nie mam szczególnych powodów, aby szczególnym szacunkiem darzyćparlamentarzystów, ale taki język: "Pierwszy wytacza si? prezes Jaro, za nimjego w?saty i brzuchaty dw?r," ? !!? Najpierw »
-
Dzień w Sejmie. To było straszne
stary.pierdziel
26.01.10, 00:34
przede wszystkim ograniczyć liczbę posłów - na to jest powszechna zgoda;a po drugie: tak zmienić prawo wyborcze, żeby posłowie byli odpowiedzialnimniej od swoich 'wodzów' a bardziej od »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Satyrycy śmieją się z Euro. Zobacz najlepsze rysunki
- Jeden dzień i jest nowy asfalt. Zobacz, jak to się robi
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Occupy Warszawa: protest na skwerze przy Krakowskim
- Stacje kolejowe w Warszawie: Piękne i zdewastowane
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Wyrwa w jezdni przy budowie metra. Towarowa zamknięta
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]
- Miał być ważny węzeł, ale zniknął. Gdzie jest Konotopa?


