Pamięć bohaterów zamknięta w butelce po piwie

Jerzy S. Majewski
29.10.2009 aktualizacja: 2009-10-29 21:08
A A A Drukuj
Od lewej: Donata Rams z Biblioteki Narodowej, Urszula Więch-Jędras z Muzeum Wojska Polskiego i Joanna Ważyńska
z Biblioteki Narodowej oglądają dokument wyciągnięty z przedwojennej butelki Fot. Jacek Łagowski / Agencja Gazeta
Gdy Urszula Więch-Jędras delikatnie wyciągała zwitek papieru z przepiłowanej butelki, cała sala wstrzymała oddech. Wszyscy oczekiwali na odpowiedź, jaką tajemnicę kryje dokument zakopany 70 lat temu. Nie dowiedzieli się, a tajemnica pozostaje nierozwikłana.
Emocjonujące zdarzenie miało miejsce wczoraj w Muzeum Wojska Polskiego. Istnieje domniemanie, że w butelce porteru zakopanej pod stodołą jesienią 1939 r. ukryto akt kapitulacji Twierdzy Modlin. Obrona twierdzy to jeden z najbardziej bohaterskich epizodów wojny obronnej w 1939 r. Modlin bronił się dłużej od Warszawy, skapitulował 29 września 1939 r. Akt kapitulacji podpisał w Jabłonnie z Niemcami generał Wiktor Thommée. - Dokument nie zachował się w zbiorach polskich. Zresztą nie mamy też aktów kapitulacji Warszawy czy Helu. Za to w archiwach Bundeswehry ponoć przechowywany jest właśnie akt kapitulacji Modlina - mówi Michał Mackiewicz, kustosz Muzeum Wojska Polskiego. Czy jedna z jego kopii tkwiła przez 70 lat w butelce porteru?

- To tylko przypuszczenie. Nie ma na to żadnych przekonujących dowodów - dodaje Mackiewicz. Wczorajsze oględziny dokonane w świetle jupiterów odpowiedzi nie przyniosły.

- Długo zastanawialiśmy się, z której strony dobrać się do papieru umieszczonego w butelce. Ostatecznie butelka trafiła na Politechnikę Warszawską i tam piłką wolframową odcięto jej szyjkę - opowiada Urszula Więch-Jędras, konserwatorka papieru z Muzeum Wojska Polskiego. W czasie wczorajszych oględzin towarzyszyły jej konserwatorki z Biblioteki Narodowej Donata Rams i Joanna Ważyńska. - To, co udało nam się wyciągnąć, to destrukt. Od razu widać, że jest autentyczny, bo nie sposób podrobić papieru tak zniszczonego wilgocią i upływem czasu - przekonuje Donata Rams. - Jednak tego, jaką treść kryje, nie wiemy.

- Gdybyśmy próbowały papier rozłożyć, rozpadłby się nam w rękach. Jest to możliwe tylko w warunkach laboratoryjnych - uważają specjalistki.

Co można odkryć w butelce piwa?

- Wszystko zaczęło się od listu. Napisał do naszego muzeum mieszkaniec Radomia Edward Sputowski. Zrelacjonował rozmowę z sąsiadem Antonim Kilijankiem, który 70 lat temu ukrył butelkę w stodole domu rodziców w Kurozwękach - opowiada Michał Mackiewicz. Według Kilijanka porucznik Zygmunt Sanecki z 36. Pułku Piechoty broniącego Modlina po kapitulacji twierdzy, a przed wymarszem do obozu jenieckiego, przekazał ważny dokument swemu krajanowi z Kurozwęk (koło Kielc), szeregowemu Stanisławowi Chojnie. Wydał mu rozkaz przekazania papieru rodzinie i ukrycia go. Chojna przekazał dokument siostrze porucznika. Ta wepchnęła go do butelki, którą zatkała zwitkiem gazety i nakazała 13-letniemu synowi Antoniemu Kilijankowi ukrycie przesyłki. Pan Antoni zakopał butelkę w rogu stodoły.

Butelka odkopania została we wrześniu tego roku. Nie obyło się bez problemów. Posesja od dawna jest opuszczona. Po stodole nie pozostało ani śladu. - Na miejscu załamaliśmy się. Ale obok trwała budowa. Poprosiliśmy operatora koparki, by nam pomógł. Delikatnie łopatą koparki zdejmował ziemię. Efektów nie było. I gdy bliscy byliśmy rezygnacji, błysnęła butelka - relacjonuje kustosz Muzeum Wojska Polskiego.

Nie czuje rozczarowania, że dokumentu nie dało się odczytać. - Może to nie jest akt kapitulacji. Ale to bez znaczenia. Ważne, że odnaleźliśmy dokument związany z obroną Modlina. A przecież dziś tę nazwę wymieniamy jednym tchem wraz z innymi bitwami września 1939 r.: Westerplatte, Bzurą czy Kockiem.

Spacery po nieodbudowanej Warszawie z Jerzym S. Majewskim



Podziel się