Warszawa nieodbudowana: Morderca w skórze Adonisa

Jerzy S. Majewski
04.11.2010 aktualizacja: 2010-11-04 20:23
A A A Drukuj
Placyk na zakończeniu ulicy Hortensja czyli późniejszej Górskiego. Z prawej kamienica pod numerem 3 J. ZIELIŃSKI ATLAS DAWNEJ ARCHITEKTURY WARSZAWY
Ta zbrodnia wstrząsnęła Warszawą roku 1917. Irenę Ferensównę zamordował 17-latek, który ze skradzionym jej biletem poszedł na bal urządzony w filharmonii
Była śliczną uczennicą szkoły dramatycznej. Z fotografii spogląda na nas intrygująca młoda kobieta z rękami złożonymi pod brodą. Ma starannie upięte włosy i duże oczy. Przypomina nieco wschodzącą wówczas gwiazdę polskiego kina Polę Negri (Apolonię Chałupiec). Na zdjęciu nie wygląda na swoje 16 lat. Zdaje się być starsza, chociaż ludzie przed blisko stu laty szybciej dojrzewali niż dziś.

Pomimo młodego wieku była już "znana w światku zabaw i jak opowiadają, cieszyła się względami bogatego młodzieńca z warszawskiego hig life'u. Mieszkała z matką i siostrą przy ulicy Hortensja 3 (dziś Górskiego), w wytwornie urządzonym mieszkaniu składającym się z czterech pokojów. Stosunki zamordowanej z matką i siostrą były według opowiadań koleżanek bardzo serdeczne. Natomiast ojciec i brat ofiary mieszkali oddzielnie i komunikowali się z nią rzadziej. Ferensównę widywano często w teatrach i pierwszorzędnych restauracjach. Zwracała uwagę urodą i eleganckimi strojami. Choć miała licznych znajomych, w domu przyjmowała tylko szczupłe grono kolegów i koleżanek ze sfer teatralnych" - pisała ówczesna prasa.

Upadek Skulcówny

Kamienica, w której mieszkała Ferensówna, była istotnie eleganckim budynkiem o wyróżniającej się architekturze. Jej resztki zachowały się do dziś, ale są wpasowane w pierzeję zabudowy dzisiejszej ul. Górskiego - mniej więcej naprzeciwko ukończonego w tym roku apartamentowca firmy Restaura.

Przed 1914 r. ul. Hortensja w tym miejscu kończyła się niedużym, kwadratowym placykiem z zieleńcem pośrodku, urządzonym kosztem posesji pod nr 1 i służącym w gruncie rzeczy do zawracania pojazdów. Bo też Hortensja była ulicą ślepą. Nie miała przebicia do Nowego Światu ani - jak dziś Górskiego - przejść w kierunku Wareckiej i Chmielnej. Działka, przy której wyrosła kamienica, była szczególnie eksponowana, bo znajdowała się na samym narożniku placyku oraz ul. Górskiego. Przez wiele lat posesja pozostawała niezabudowana. Stały tu najwyżej jakieś niewielkie obiekty.

W sierpniu 1909 r. "Kurier Warszawski" poinformował, że jest to ostatni pusty plac przy ulicy i że przystąpiono do jego zabudowywania. Nowy dom miał być dwukrotnie wyższy od sąsiadów. Prace rozpoczęte w 1909 r. zakończone zostały najdalej w początku roku 1911. Budowa pochłonęła ofiarę. W czerwcu 1910 r. z rusztowania spadła robotnica Anna Skulcówna, doznając poważnych potłuczeń. Jej dalszy los jest nam nieznany.

Falująca fasada

Projektantem kamienicy był Józef Napoleon Czerwiński, autor wielu luksusowych budynków warszawskich o architekturze łączącej formy baroku, stylu Ludwika XVI i wczesnego modernizmu. Tak było i tym razem. Elewacje prezentowały się niezwykle efektownie i mogłyby stanowić ozdobę każdej metropolii. Podobnie jak w innych realizacjach Czerwińskiego, dwie dolne kondygnacje tworzyły silnie wyeksponowaną boniowaną partię cokołową. Ścianę wyższych kondygnacji architekt, niczym w barokowych budowlach, wprowadził w "ruch". Na przemian cofała się i wysuwała pod postacią wielokondygnacyjnych, spłaszczonych i zarazem lekko zaokrąglonych wykuszy.

Najbardziej dynamicznie zaprojektował narożnik. Tu zawisła wysoka na pięć kondygnacji wieżyczka - wykusz zwieńczona kopułką. Sprawiała wrażenie rakiety, która miałaby się oderwać ku niebu. Na tym nie koniec. Przedostatnie piętro odcinał potężny gzyms kordonowy, zamieniający się ponad wykuszami w tarasy i balkony. Całość wieńczył wysoki dach mansardowy, nad którym dodatkowo piętrzyły się barokowe szczyty. Nie zabrakło płaskorzeźb pod oknami, a pewnie i we wnętrzach. Na podstawie zachowanych fotografii niewiele jednak możemy o nich powiedzieć. Mieczysław Orłowicz w przewodniku po Warszawie z 1922 r. wspomina o ornamentacjach secesyjnych. Do dziś ocalała brama kamienicy od strony Górskiego. Jednak jej obecny wygląd jest tylko cieniem tego, czym była przed 1939 r.

W głębi posesji, za potężnym sześciopiętrowym budynkiem frontowym, stanęła równie wysoka oficyna.

Anglikanie i judaista

W maju 1911 r. w kamienicy otwarta została kaplica anglikańska. Znajdowała się na piętrze lub parterze kamienicy i miała obszerne pomieszczenie o stropie podpartym kilkoma cienkimi kolumnami o półokrągłej apsydzie i ostrołukowych, gotyckich oknach. Jak dowiadujemy się z tygodnika "Świat", o kaplicę w nowym budynku wystarał się długoletni pastor dr Elhis. Zmarł jednak w 1911 r. Zastąpił go wówczas mianowany przez Londyn nowy pastor - misjonarz Zimmerman, wychowawca wszechnicy londyńskiej. "Nowy pastor zamierza rozwinąć działalność zboru i kontynuować będzie konferencje misyjne dla Żydów nowo otwartej kaplicy" - pisał "Świat". W latach 30. do najbardziej znanych mieszkańców kamienicy (już wówczas przy ul. Górskiego) należał Menachem Edmund Stein, doktor historii filozofii, judaista, docent i rektor Instytutu Nauk Judaistycznych, a także wiceprezes Zrzeszenia Literatów Hebrajskich. Miał bogaty dorobek naukowy w dziedzinie hebraistyki. Był autorem książek "Judaizm i hellenizm", "Świat zwierzęcy w Biblii i Talmudzie", a także "Ideałów pracy w żydostwie" i "Wychowania żydowskiego w epoce hellenistycznej".

Komisarz Kramer na tropie

Kiedy w budynku zamieszkała rodzina Ireny Ferensówny, tego nie jesteśmy pewni.

Wróćmy jednak do roku 1917. Śmierć dziewczyny początkowo owiana była tajemnica. Jej zwłoki 3 lutego o godzinie 19 w piwnicy kamienicy przy Sadowej 3 odnalazła Maria Szczupak - służąca adwokata. Trwała okupacja niemiecka i polska milicja nie miała kompetencji do prowadzania śledztwa. Przejął je komisarz Kramer z niemieckiej policji kryminalnej. Szybko zabrał się do zbierania śladów i rozwikłał sprawę. Pisał o niej historyk Stanisław Szenic na łamach "Stolicy" z 1961 r.

Ustalono, że śmierć nastąpiła od uduszenia jedwabnym szalikiem. Dziewczyna ubrana była w długą jedwabną bluzkę, suknię czarną, lakierki z białymi cholewkami, jedwabne ażurowe pończochy, bieliznę śnieżnej białości. Na twarzy i rękach miała kilka zadrapań. Na lewej ręce widać było ślady po dwóch pierścionkach. Obok zwłok leżał duży kapelusz pluszowy z czarnymi rajerami.

Komisarz Kramer szybko uchwycił koniec nitki. Od siostry zabitej Eugenii Węglarskiej dowiedział się, że przed śmiercią umówiła się w kawiarni ze Stanisławem Kempnerem. "Kempner, młodzieniec siedemnastoletni, syn majętnych i znanych w Warszawie Janostwa Kempnerów, mieszkał od paru miesięcy samodzielnie w pensjonacie pani Klimkiewiczowej w Al. Jerozolimskich. Uczył się źle. Nie ukończył szkoły, przejawiał zainteresowania do sceny dramatycznej i zapisał się do szkoły dramatycznej" - pisał Szenic. Ojciec młodzieńca nie akceptował teatralnych ambicji syna i wypisał go ze szkoły. Dochodziło między nimi do ciągłych awantur. "Stasieczka" ubóstwiała natomiast matka. "Odwiedzała go co dzień i podsuwała stale drobne kwoty pieniężne, które mu jednak nie wystarczały" - pisał Szenic i dodawał: "Dorodny młodzieniec, na swój wiek dojrzały fizycznie, seksualnie rozwinął się wcześnie. Już w wieku 13 lat musiał się leczyć na chorobę kawalerską".

Zabił i grał do tańca

Agenci kryminalni zastali młodzieńca przy obiedzie. Na palcu miał pierścionek zamordowanej. Dowody niezbicie świadczyły przeciwko niemu. Nie przyznał się jednak. Twierdził, że jest ofiarą. Nawet wtedy, gdy zgłosiła się na policję właściciela sklepu jubilerskiego Wanda Rajsing, której Kempner przyniósł do wyceny torebkę zamordowanej. Wkrótce rozwikłano zagadkę.

Kempner umówił się z dziewczyną. Między 16 a 17 wszedł z nią na podwórko kamienicy przy Sadowej. Rozmawiali z dużym ożywieniem. Kłócili się. Potem razem weszli do oficyny. Tam ją udusił. Stąd poszedł prosto do szkoły dramatycznej. Chociaż ojciec wypisał go z niej, nadal przychodził na lekcje tańca. Do wieczora obtańcowywał wszystkie dziewczyny. Potem, już po zajęciach, poprosił kolegę, aby przedstawił scenę duszenia Desdemony. Przyglądał się jej z dużym zaciekawieniem. Siadł do fortepianu i przygrywał do tańca. Wreszcie wybrał się do filharmonii na bal towarzystwa Czytaj z biletem skradzionym zamordowanej. Tańczył, podejmował kilku kolegów w bufecie, wyszedł o drugiej po północy. Potem do 6 rano grał ze swym korepetytorem w karty.

Rozprawę przeciwko Kempnerowi wyznaczono na 3 kwietnia 1917 r. Przewodniczył sędzia dr Krosta. Rozprawę prowadzono w języku niemieckim, który młodzieniec znał biegle. Matka zapłaciła astronomiczną sumę 10 tys. marek dwóm adwokatom - Pepłowskiemu z Warszawy i Mamrothowi z Wrocławia. Linia obrony nie potwierdziła się. Służąca Maria Szczupak bez najmniejszych wątpliwości rozpoznała w oskarżonym młodzieńca, którego widziała na podwórku kamienicy przy Sadowej 3. Zasądzono karę śmierci. Zgodnie z obowiązującym prawem, najwyższy wymiar kary można było wydać dla osób, które ukończyły 17. rok życia. Kempner swoje 17 urodziny obchodził na trzy dni przed dokonaniem zabójstwa. Wyrok wykonano 18 maja przez rozstrzelanie.

Kamienica przy Hortensja 3 dotrwała do Powstania Warszawskiego. W 1944 r. została częściowo zwalona. Po wojnie z budynku frontowego pozostawiono jedynie przyziemie z bramą. Cały narożnik został zburzony i stanął tu nowy blok z ogromną bramą prowadząca do przejścia na Chmielną. Fasada kompletnie przekształconego budynku miga nam przez kilka chwil w filmie "Niewinni czarodzieje" Andrzeja Wajdy (1960) - gdy wężykiem, z piosenką "Ten nie zna życia, kto nie służył marynarce", maszerują koledzy Tadeusza Łomnickiego (filmowy Bazyli). Wśród nich są Krzysztof Komeda i Roman Polański.

Podziel się