Śródmiejska kamienica z balkonami ze złota
16.12.2010
aktualizacja: 2010-12-16 17:06
Kamienica Kołobrzega Kolberga była tak wspaniała, że balustrady balkonów i tarasów błyszczały płatkowym złotem. Dziś fasada tego domu się rozsypuje, a tarasy podpiera konstrukcja z desek.
ZOBACZ TAKŻE
- Los warszawskiej rodziny: od medalików do luksusowych aut (11-02-11, 14:00)
- Wojsko zajmowało ruiny, a na Pradze toczyło się życie (17-01-11, 17:05)
- Egipski wystrój w warszawskich wnętrzach (14-01-11, 15:00)
- Absolutny unikat w muzeum: krzyżacka madonna (28-12-10, 11:00)
- W niedzielę rocznica niemieckiej zbrodni w Wawrze (26-12-10, 17:02)
- Tajemnicze znalezisko w szafce: pożółkła koperta (21-12-10, 08:00)
- Tajemnice z krypty: tu leży elita polityczna Polski (20-12-10, 10:00)
- Magiczny świat sreberek do cukierków na Mokotowie (10-12-10, 14:00)
- Sybaryta sprzed stu lat na fotelu w złote smoki (03-12-10, 15:00)
- Warszawa nieodbudowana: Jak piekarz został senatorem (26-11-10, 15:00)
- Skończył sto lat i promuje książkę o Warszawie (19-11-10, 15:00)
Do napisania o jednej z najbardziej luksusowych kamienic wszech czasów w Warszawie skłoniło mnie nowe, drugie wydanie albumu Rafała Bielskiego "Było takie miasto...". Opublikowało go właśnie wydawnictwo Veda. Wraz z nimi wędrujemy eleganckimi Alejami Ujazdowskimi. Po bokach suną tramwaje, wzdłuż chodników ciągną się szpalery drzew, stoją wille, pałacyki, strojne kamienice. Jest też zdjęcie zimowe: Aleje zasypane śniegiem. Nie widać bruku, bo jezdnia to ubita warstwa śniegu, po której suną zaprzężone w konie sanie. Taka była jezdnia sto lat wcześniej i taka jest na fotografii powstałej pomiędzy 1908 a 1911 r. Na "zimowej" pocztówce widać też wspaniałą kamienicę Maurycego Spokornego o secesyjnych elewacjach zaprojektowanych przez Dawida Landa, a nieco po lewej płot niemal naprzeciwko głównego wyjścia z parku Ujazdowskiego. Jak wynika z fotografii, za tym płotem niebawem wystartuje budowa kamienicy Kołobrzega Kolberga.
Bobasy na cztery pory
Nowy budynek zaczęto wznosić niemal równe sto lat temu, na początku 1911 r., ale projekt znanego architekta Stanisława Grochowicza musiał powstać kilka miesięcy wcześniej. Dodajmy tu, że w bezpośrednim sąsiedztwie na działce u zbiegu z al. Róż Grochowicz już w latach 1903-04 zbudował inną pałacową kamienicę dla warszawskiego króla kawioru astrachańskiego, jesiotra i różowych łososi Michała Szelechowa. O ile tamten budynek byłem dziełem eklektyzmu, to kamienica Kołobrzega Kolberga reprezentowała już architekturę doby wczesnego modernizmu.
Prace vis-a-vis bramy parku Ujazdowskiego prowadziła firma Bracia Horn i Rupiewicz. Postępowały szybko, a koszt budowy wyniósł niebagatelną sumę 250 tys. rubli. Nie był to rekord, ale i tak należała ona do najwyższych w Warszawie.
Kamienica ma pięć pięter i wysoki parter. Jak oceniały "Wiadomości Budowlane i Miejskie" z 1914 r., elewacje zaprojektowane zostały w duchu "subiektywnie interpretowanego empiru". Ich charakterystyczną cechą jest rodzaj portyku o wysokich na dwie kondygnacje filarach i kolumnach. Wpierają one obszerne tarasy wysokiego parteru, pierwszego i drugiego piętra. Apartamenty wyższych pięter nie miały tarasów, za to znalazły się tam wykusze umieszczone po bokach elewacji. Podpierały je pary egipskich sfinksów. Z kolei pomiędzy oknami ostatniej kondygnacji architekt umieścił sześć płaskorzeźb dłuta Józefa Gardeckiego - cztery wyobrażały alegorie pór roku, dwa pozostałe - gryfy. Zgodnie z duchem epoki personifikacje pór roku przedstawiają nie piękne kobiety, lecz pary pulchnych maluchów gaszących pragnienie i leniwie rozciągających się w słońcu (lato), ratujących się przed zimnem przy ognisku (zima) czy ze smutkiem dojadających ostatnie owoce (jesień). Jednak największe wrażenie musiały wywierać balustrady balkonów i klatek schodowych - wyłożono je złotem w płatkach.
Kominki z Paryża
Najskromniejsze były mieszkania ostatnich pięter. To jednak skromność luksusowa. Dom olśniewał jakością wykończenia. Kamienicę wyposażono w centralne ogrzewanie, elektryczność, instalacje gazowe i windy. Blasku ścianom przejazdu bramnego dodawały płyty z ciemnego marmuru, a na podestach klatki schodowej ułożono różowe marmury węgierskie. Drzwi wiodące do mieszkań sporządzono z drewna gruszkowego.
Wystrój poszczególnych wnętrz utrzymany był w różnych stylach historycznych - od neorenesansu poprzez empire po neorokokowe buduary, gdzie znalazły się sprowadzone prosto z Paryża białe marmurowe kominki z kryształowymi lustrami. Przetrwały do dziś.
Recenzent "Wiadomości Budowlanych", zachwycając się architekturą budynku, krytykował jedynie sposób urządzania małych i ciemnych toalet oraz łazienek. Wciąż były one piętą achillesową w domach budowanych dla warszawskich mieszczan. "Wygódki wprawdzie w Warszawie spotykamy przeważnie urządzone wewnątrz domu, nie posiadające naturalnego oświetlenia i wentylacji okiennej, ale w tak komfortowych mieszkaniach rażą, tem bardziej, skoro przylegają do wewnętrznej ściany jednego z pokoi" - czytamy.
Syn Kolbergów i Marconich
Henryk Kołobrzeg Kolberg zajmował przypuszczalnie apartament na wysokim parterze. Jak ustalił Eugeniusz Szulc, był on synem artysty malarza Antoniego Kolberga i wnukiem kartografa Juliusza Henryka. Jednym z braci jego ojca był słynny etnograf Oskar Kolberg. Przypomnijmy jeszcze, że ojciec Henryka - Antoni - w młodości często spotykał się z Fryderykiem Chopinem, który odwiedzał jego dom rodziny. Matką Henryka była z kolei Eleonora z Marconich, córka słynnego architekta Henryka.
Henryk Kolberg został inżynierem i chyba sam dodał sobie spolszczony człon nazwiska Kołobrzeg (protoplasta warszawskich Kolbergów Juliusz Henryk urodził się w Meklemburgii, a przybył do Warszawy po trzecim zaborze jako urzędowy topograf na terenie Prus Południowych). W 1921 r. stał się jednym z trzech współzałożycieli fabryki aparatów optycznych i precyzyjnych przy Grochowskiej, która to dała początek późniejszym Państwowym Zakładom Optycznym. Kłopoty przedsiębiorcy zaczęły się wraz z nastaniem wielkiego kryzysu w 1929 r.
Wysokie obciążenia hipoteczne zmusiły Kołobrzega Kolberga do wystawienia budynku w Al. Ujazdowskich na licytację. Kupiła go Cecylia z Kipmanów Krausharowa za zaniżoną cenę 75 tys. 282 zł i 70 groszy z dopłatą 95 tys. dolarów amerykańskich. Jej mąż Daniel Kraushar był rzutkim kupcem i przedsiębiorcą, który zbił fortunę m.in. na handlu produktami destylacji drewna - terpentynie, kalafonii i dziegciu. Nic dziwnego, że nazywano go królem smoły. Dodajmy w tym miejscu, że Krausharowie od 1927 r. byli też właścicielami jednej z największych willi Konstancina - "Słonecznej" przy ul. Batorego (projektu Bronisława Czosnowskiego).
W czasie okupacji dawna kamienica Kolbergów znalazła się w tzw. dzielnicy niemieckiej. Po wojnie w budynku ulokował się m.in. protokół dyplomatyczny, a po 1989 r. przejściowo banki. Niestety, piękna niegdyś fasada kamienicy dziś powoli popada w ruinę. Drewniane stemple poparły grożące zawaleniem tarasy, a o złocie płatkowym na balustradach balkonów dawno już zapomniano.
Bobasy na cztery pory
Nowy budynek zaczęto wznosić niemal równe sto lat temu, na początku 1911 r., ale projekt znanego architekta Stanisława Grochowicza musiał powstać kilka miesięcy wcześniej. Dodajmy tu, że w bezpośrednim sąsiedztwie na działce u zbiegu z al. Róż Grochowicz już w latach 1903-04 zbudował inną pałacową kamienicę dla warszawskiego króla kawioru astrachańskiego, jesiotra i różowych łososi Michała Szelechowa. O ile tamten budynek byłem dziełem eklektyzmu, to kamienica Kołobrzega Kolberga reprezentowała już architekturę doby wczesnego modernizmu.
Prace vis-a-vis bramy parku Ujazdowskiego prowadziła firma Bracia Horn i Rupiewicz. Postępowały szybko, a koszt budowy wyniósł niebagatelną sumę 250 tys. rubli. Nie był to rekord, ale i tak należała ona do najwyższych w Warszawie.
Kamienica ma pięć pięter i wysoki parter. Jak oceniały "Wiadomości Budowlane i Miejskie" z 1914 r., elewacje zaprojektowane zostały w duchu "subiektywnie interpretowanego empiru". Ich charakterystyczną cechą jest rodzaj portyku o wysokich na dwie kondygnacje filarach i kolumnach. Wpierają one obszerne tarasy wysokiego parteru, pierwszego i drugiego piętra. Apartamenty wyższych pięter nie miały tarasów, za to znalazły się tam wykusze umieszczone po bokach elewacji. Podpierały je pary egipskich sfinksów. Z kolei pomiędzy oknami ostatniej kondygnacji architekt umieścił sześć płaskorzeźb dłuta Józefa Gardeckiego - cztery wyobrażały alegorie pór roku, dwa pozostałe - gryfy. Zgodnie z duchem epoki personifikacje pór roku przedstawiają nie piękne kobiety, lecz pary pulchnych maluchów gaszących pragnienie i leniwie rozciągających się w słońcu (lato), ratujących się przed zimnem przy ognisku (zima) czy ze smutkiem dojadających ostatnie owoce (jesień). Jednak największe wrażenie musiały wywierać balustrady balkonów i klatek schodowych - wyłożono je złotem w płatkach.
Kominki z Paryża
Najskromniejsze były mieszkania ostatnich pięter. To jednak skromność luksusowa. Dom olśniewał jakością wykończenia. Kamienicę wyposażono w centralne ogrzewanie, elektryczność, instalacje gazowe i windy. Blasku ścianom przejazdu bramnego dodawały płyty z ciemnego marmuru, a na podestach klatki schodowej ułożono różowe marmury węgierskie. Drzwi wiodące do mieszkań sporządzono z drewna gruszkowego.
Wystrój poszczególnych wnętrz utrzymany był w różnych stylach historycznych - od neorenesansu poprzez empire po neorokokowe buduary, gdzie znalazły się sprowadzone prosto z Paryża białe marmurowe kominki z kryształowymi lustrami. Przetrwały do dziś.
Recenzent "Wiadomości Budowlanych", zachwycając się architekturą budynku, krytykował jedynie sposób urządzania małych i ciemnych toalet oraz łazienek. Wciąż były one piętą achillesową w domach budowanych dla warszawskich mieszczan. "Wygódki wprawdzie w Warszawie spotykamy przeważnie urządzone wewnątrz domu, nie posiadające naturalnego oświetlenia i wentylacji okiennej, ale w tak komfortowych mieszkaniach rażą, tem bardziej, skoro przylegają do wewnętrznej ściany jednego z pokoi" - czytamy.
Syn Kolbergów i Marconich
Henryk Kołobrzeg Kolberg zajmował przypuszczalnie apartament na wysokim parterze. Jak ustalił Eugeniusz Szulc, był on synem artysty malarza Antoniego Kolberga i wnukiem kartografa Juliusza Henryka. Jednym z braci jego ojca był słynny etnograf Oskar Kolberg. Przypomnijmy jeszcze, że ojciec Henryka - Antoni - w młodości często spotykał się z Fryderykiem Chopinem, który odwiedzał jego dom rodziny. Matką Henryka była z kolei Eleonora z Marconich, córka słynnego architekta Henryka.
Henryk Kolberg został inżynierem i chyba sam dodał sobie spolszczony człon nazwiska Kołobrzeg (protoplasta warszawskich Kolbergów Juliusz Henryk urodził się w Meklemburgii, a przybył do Warszawy po trzecim zaborze jako urzędowy topograf na terenie Prus Południowych). W 1921 r. stał się jednym z trzech współzałożycieli fabryki aparatów optycznych i precyzyjnych przy Grochowskiej, która to dała początek późniejszym Państwowym Zakładom Optycznym. Kłopoty przedsiębiorcy zaczęły się wraz z nastaniem wielkiego kryzysu w 1929 r.
Wysokie obciążenia hipoteczne zmusiły Kołobrzega Kolberga do wystawienia budynku w Al. Ujazdowskich na licytację. Kupiła go Cecylia z Kipmanów Krausharowa za zaniżoną cenę 75 tys. 282 zł i 70 groszy z dopłatą 95 tys. dolarów amerykańskich. Jej mąż Daniel Kraushar był rzutkim kupcem i przedsiębiorcą, który zbił fortunę m.in. na handlu produktami destylacji drewna - terpentynie, kalafonii i dziegciu. Nic dziwnego, że nazywano go królem smoły. Dodajmy w tym miejscu, że Krausharowie od 1927 r. byli też właścicielami jednej z największych willi Konstancina - "Słonecznej" przy ul. Batorego (projektu Bronisława Czosnowskiego).
W czasie okupacji dawna kamienica Kolbergów znalazła się w tzw. dzielnicy niemieckiej. Po wojnie w budynku ulokował się m.in. protokół dyplomatyczny, a po 1989 r. przejściowo banki. Niestety, piękna niegdyś fasada kamienicy dziś powoli popada w ruinę. Drewniane stemple poparły grożące zawaleniem tarasy, a o złocie płatkowym na balustradach balkonów dawno już zapomniano.
Najczęściej czytane24 htydzień
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Co Donieck ma lepszego od Warszawy? Nie tylko Stadion!
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


