
Patelnia przy stacji Centrum - Miejski hyde park. Miejsce wyrażania poglądów wszelakich (prezerwatywy są OK), protestów (przeciw zabijaniu karpi), społecznych akcji (w obronie Puszczy Białowieskiej), spontanicznych spotkań (po śmierci Michaela Jacksona)

Metro - Lubimy metro. Bo zmieniło wiele rejonów miasta. Bo nie stoi w korkach. Bo jest europejskie.

Nowy BUW - Pierwszy tak ?humanistyczny? gmach w Warszawie. Z ogrodem na dachu, skąd widać i Wisłę, i centrum

Most Świętokrzyski - Pojawia się w telewizyjnych reklamach Warszawy jako oznaka nowoczesności miasta. Nie sposób nie zachwycać się jego strzelistą sylwetką

Palma - Pomysł Joanny Rajkowskiej. Odbiła na rondzie de Gaulle'a i Alejom Jerozolimskich nadała właściwego tej nazwie kolorytu. Budziła wiele emocji, ale już ją chyba oswoiliśmy, nawet ośnieżoną.

Jarmark Europa, czyli dawny Stadion Dziesięciolecia, czyli przyszły Stadion Narodowy Stadion umarł dla sportu, by narodzić się dla handlu. Mówi się, że można tu było kupić wszystko: od broni, przez kontrabandę, po afrodyzjaki

Odnowione Krakowskie Przedmieście - Z zapyziałej ulicy powstał piękny trakt wyłożony granitowymi płytami. Nazywamy go salonem, bo jest elegancko i prestiżowo, można bez wstydu zaprosić znajomych z zagranicy.

Grodzone osiedla - Trudno ustalić, kto postawił pierwszy płot, ale dziś nowe osiedle bez płotu się nie liczy. Grodzą się też stare bloki

Pusty pl. Defilad - Najpierw był tu parking, potem szczęki handlarzy, obrzydliwe blaszane hale kupieckie i znów mamy parking. Hale zniknęły, kolejne plany urządzenia placu lądują w szufladzie. Wieczna dziura w sercu miasta. Po której wiatr hula.

Muzeum Powstania Warszawskiego - Długo oczekiwane, najnowocześniejsze w Polsce, najlepsze w Warszawie. Interaktywne, skierowane do pokolenia epoki komputerów, otwarte na dyskusje o aktualnych wydarzeniach.

Wielkie reklamy na budynkach - Domy w centrum zamieniły się w wieszaki na reklamy, które szczelnie zasłaniają okna. Ludzie żyją w mroku, nie widzą słońca i nieba. Ci najbardziej zdesperowani wycinają w płachtach okienka.

Banki zamiast sklepów - Przy pl. Wilsona jest ich aż dziewięć. Wyparły sklep spożywczy, księgarnię, papierniczy, kawiarnię. Zajmują najlepsze miejsca przy Grójeckiej, Marszałkowskiej, w Al. Jerozolimskich. Warszawa zamienia się w jeden wielki bank.

Masa krytyczna - Blisko 2 tys. cyklistów, rolkarzy oraz właścicieli innych pojazdów napędzanych siłą mięśni w każdy ostatni piątek miesiąca przejmują ulice. Cel: promowanie roweru jako środka transportu. I lekarstwa na korki.

Le Madame - Swego czasu najważniejsze miejsce alternatywnej kultury w mieście. Miejsce spotkań środowisk lewicowych i mniejszości seksualnych, które dzielnie, choć nieskutecznie broniły go przed wyrzuceniem z ul. Koźlej

Centra handlowe - W weekendy więcej w nich ludzi niż w parkach. Nawet z oseskami w wózkach. Niekoniecznie kupują. Przechadzają się. Bo ciepło, alejki udają miejskie uliczki, w fontannach szemrze woda, można zjeść pizzę, poczytać gazety w empiku.

Wieżowce - Nadają Warszawie wielkomiejski sznyt. Co prawda daleko nam do Nowego Jorku, ale wciąż pniemy się w górę.

Handel na ulicach - Turystyczne stoliki, polowe łóżka, a czasem gazeta rozłożona na chodniku. Na nich wszystko: sznurowadła, majty, podomki, staniki, starocie, garnki, pościel, niemieckie proszki.

Wielkie manifestacje - Cena stołeczności. Górnicy, stoczniowcy, związkowcy paraliżują na wiele godzin ulice, palą opony, bywa że w ruch idą kamienie.

Wietnamskie bary - Znak nowych czasów. Im większa społeczność wietnamska w Warszawie, tym ich więcej. Wszyscy już chyba wiemy, jak smakują sajgonki, pierożki won ton i bulion z surowymi warzywami, kawałkami tofu i kurczaka.

Płonące autobusy - Wstydliwa przypadłość naszej komunikacji publicznej. Buchają kłęby czarnego dymu, pasażerowie uciekają w popłochu. A odpowiedzialni za nasz tabor tłumaczą niefrasobliwie, ?że autobusy czasem się palą?.